Strona Główna
jajko wielkanocne-wycinanka
jajk na twardo
jaja glisty w kale
Jaja chłodnicze
Jak Lata Wiatrakowiec
jajka pl
Jak napiasć testament
Jack Cable
jaja grypl
JACHT YACHT
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • meypaw1.opx.pl

  • Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: j rosyjski szkoła średnia





    Temat: Tajne komplety na Bialorusi
    Lekcja dyplomacji. Niemiecki ambasador wszedł na krzesło

    Mieszkanie przy W, kuchnia, podziemny dyrektor Uładzimir Kołas wrócił właśnie
    ze Szwecji, z seminarium na temat edukacji. Przy okazji szukał pieniędzy dla
    liceum. W powrotnej drodze białoruscy celnicy chcieli 250 dolarów cła za jego
    starego laptopa. Najadł się strachu. To miesięczny czynsz za jedno z
    podziemnych mieszkań.

    Żeby utrzymać liceum, trzeba 100 tys. dolarów rocznie (legalne miało budżet
    równy 150 tys. dolarów). Same nauczycielskie pensje to co miesiąc 7 tys.
    dolarów. - Tyle zarabia jeden Szwed. Pomaga nam białoruska emigracja, ale tam
    nie ma milionerów.

    Rodzice co miesiąc składają się po 25 dolarów (średnia pensja na Białorusi to
    ok. 100 dol).

    Kiedy rodziło się liceum, Kołas był reżyserem, kręcił fabuły i dokumenty.
    Sfilmował polskich Białorusinów na Białostocczyźnie, zafascynowany kulturą,
    która uniknęła sowietyzacji. O liceum, które szybko zdobyło markę dobrej, nieco
    elitarnej szkoły, zaczęto mówić "kołasowskie".

    Władzy sława białoruskojęzycznego liceum i jej dyrektora była nie w smak, bo
    nowy prezydent Łukaszenko obrał właśnie kurs na Moskwę i zarzynał białoruski
    język. (Po referendum w 1995 rosyjski stał się drugim językiem państwowym, a
    ponieważ przez lata w ZSRR Białorusini mówili po rosyjsku, więc rosyjski
    zepchnął białoruski na bok). Władza nadała "kołasówce" imię Jakuba Kołasa, żeby
    już się nie kojarzyła z dyrektorem Uładzimirem. Wkrótce nieznani sprawcy pobili
    Uładzimira Kołasa, później jego syna, brata i teścia.

    Pierwsza próba odebrania budynku liceum to rok 1997. Ale w ministerstwie
    jeszcze było wtedy z kim rozmawiać. "Jestem z wami, mówili, ale, rozumiecie,
    góra naciska". Jedna urzędniczka się popłakała w gabinecie.

    Szukali kompromisów. Kołas ustąpił z fotela dyrektora, został zastępcą, a
    dyrektora nie było. Praktycznie nic się nie zmieniło, ale jak góra zapytała, to
    można było powiedzieć, że Kołas poleciał.

    I tak przez kilka lat Kołas był swoim zastępcą.

    Wszyscy wiedzieli, że długo tej zabawy nie da się ciągnąć. Liceum dotrwało do
    2003 roku. W maju ministerstwo przywiozło panią w średnim wieku, włosy
    tapirowane, usta mocno malowane, mówiła tylko po rosyjsku. - To wasza nowa
    dyrektorka. Białoruskiego nie znała. Awansowana nauczycielka z wiejskiej
    szkoły. Licealiści byli przerażeni. Dyrektorka zamykała się w księgowości, w
    końcu przestała przychodzić.

    Przyjechała kontrola, badali finanse. Nic nie znaleźli. Badali poziom
    nauczania. Bardzo wysoki.

    - 24 czerwca byłem u Wasila Bykaua, bardzo już chorego - Kołas poprawia
    okulary. - Powiedział: "Zniszczą was, ale musicie zachować twarz". Następnego
    dnia nasz wielki pisarz zmarł i tego samego dnia Rada Ministrów zlikwidowała
    liceum "w związku z optymalizacją procesu edukacji". Do dzisiaj nie wiadomo, co
    to znaczy. Były dwie żałoby.

    Likwidację liceum podpisał ojciec licealisty, wtedy sekretarz rady ministrów. -
    Podsunęli mi papiery, nie zauważyłem, co podpisuję - tłumaczył się.

    1 września liceum zeszło do podziemia. Syn sekretarza też. Kiedy ojciec musiał
    się z tego tłumaczyć, powiedział: "Mojego syna kocham od dawna, a tu pracuję
    niedługo". I oczywiście poleciał.

    Dyrektor Kołas się martwił, co będzie, jak Łukaszenko odetnie podziemnym
    licealistom drogę na studia. Nie uzna matur. Szukał pomocy w obcych ambasadach.
    Polacy obiecali, że jak będzie trzeba, to pomogą, Czesi też, a Niemcy zrobili
    głosowanie. Tylko jeden land był przeciw. Zaproszono Kołasa do niemieckiej
    ambasady w Mińsku. Ambasador wszedł na krzesło, żeby było uroczyściej, i
    ogłosił, że rząd niemiecki uznaje maturę podziemnego liceum.

    Wiedza o społeczeństwie. Kiedy wieszają Białorusina

    Wstęp do nauk społecznych (ciasna kawalerka opozycyjnych studentów). Aleksiej
    Krukouski wciśnięty w kąt mówi o konfucjanizmie. Na mińskim uniwersytecie
    wykłada filozofię i logikę. Na licealnych wycieczkach przygrywa na akordeonie.

    Wszyscy nauczyciele to wybitni znawcy: profesor, znany aktor, literaci, autorzy
    podręczników, były białoruski ambasador w Niemczech, nawet niezależny
    piosenkarz rockowy przyjdzie z wykładem.

    Po lekcji o Konfucjuszu licealiści opowiadają mi stary dowcip o Białorusinie.

    - Wieszają Niemca, Polaka i Białorusina. Niemiec ginie od razu, Polak się
    miota, ale też umiera, a Białorusin wisi godzinę, dzień, tydzień i nic.
    Wściekły kat zdejmuje go ze sznura. "Co z tobą?". "Powiesili, to wiszę. Na
    początku szyja bolała, ale przywykłem".






    Temat: co z tą rehabilitacją?
    Kochani rodzice chodźcie z dziećmi do dobrych logopedów a najlepiej do
    surdologopedów, opłaca się. Ja jestem już dorosła i widzę po sobie, że
    potrzebuję dalej pomocy logopedy, dla "przypomnienia" jak się układa język do
    np. "sz". Ponieważ dopóki mogłam chodzić o wiele lepiej mówiłam niż teraz. Bo my
    niesłyszący musimy się "uczyć" mówić do końca życia. Mówiłam już wielokrotnie o
    moim ubytku słuchu, ale nie mam pojęcia jak umieszcza się tą informację pod
    postem, żeby nie powtarzać się.Już robię błąd stylistyczny . Ja miałam o wiele
    gorzej niż wasze dzieci, jeśli chodzi o edukację. Straciłam słuch w wieku 2 lat.
    Aparat dopiero dostałam w wieku 8 lat. Poszłam do masowej szkoły, skończyłam
    średnią, AE i podyplomowe AE. Również uczyłam się dwóch języków rosyjskiego i
    angielskiego. Nie martwcie się o dyktanda. Pogońcie starsze dzieci do czytania
    książek i od czasu do czasu spróbujcie w domu zrobić małe dyktanda, a przy nauce
    mowy - nagrywajcie to co wymawia dziecko i to co rodzic mówi. Niech samo uczy
    się odróżniać mowę poprawną od złej. To dawało u mnie niesamowite efekty. Do
    dziś potrafię bezbłędnie pisać dyktanda. Miałam dobrą i wyrozumiałą nauczycielkę
    polskiego, niestety dopiero w 4 klasie. Pozwalała podglądać jak inne dzieci
    piszą i porównać z tym co się napisało. Zawsze, gdy dyktowała mogłam patrzeć jej
    na twarz i mogłam poprosić o powtórzenie danego słowa.Moje prace nie były
    ocenianie, dopiero jak opanowałam sztukę to już w 5 klasie pisałam na równych
    prawach co inni. Startowałam w konkursach recytatorskich i ortograficznych.
    Zdobywałam wyróżnienia. Jeśli wasze dzieci są wzrokowcami to nauczą się pisać
    poprawnie, a potem pisać dobrze dyktanda. Zawsze mnie to dziwiło, jak to jest iż
    słyszący mają mierne oceny ze słuchu, mając super słuch, a ja z resztkami
    słuchu(ponad 90% ubytku) pisałam na ocenę 5-6.
    Jedno powiem: zasługa moich kochanych rodziców, którzy uparli nie dawać mnie do
    szkoły dla głuchych, a dać do masowej szkoły. Mimo braku właściwej diagnozy, od
    utraty słuchu walczyli o mnie, o moją mowę, czytając książki, ucząc mnie
    piosenek, wierszy. Zmuszali mnie do patrzenia na nich, kiedy mówią. Oczywiście o
    właściwą diagnozę i potem o aparat słuchowy. Aż do znudzenia ćwiczyli ze mną i
    chodzili do logopedy, zmuszając z kolei ich do zdobycia odpowiednich
    kwalifikacji. Doprowadzili i udowodnili, że tacy jak ja mają prawo do edukacji i
    do poradni wad mowy i słuchu (nie było tego nigdy wcześniej).Byli współtwórcami
    koła dla rodziców dzieci niesłyszących, ojciec nawet był przez wiele lat
    prezesem towarzystwa przyjaciół dzieci. Dość na gloryfikowałam.
    Ja jestem dumna z moich rodziców. Bądźcie też tacy, a dzieci się wam podziękują
    , choć długa droga przed wami jest . Trzymam kciuki. Magda

    P. S. Proszę trzymajcie kciuki za mojego kochanego synka, który choć słyszy ma
    zaburzenie metaboliczne. Boimy się o najgorszą chorobę, tj. mukowiscydozę.
    Jedziemy do Warszawy do CZD...





    Temat: Gdzie jest elita suwalk ?
    elita..
    nasze suwalki umieraja.. tj. ja mam 19 latek i jeszcze nie widzialam ich zywych,ale byc moze kiedys
    moglo byc inaczej..
    rzecz pierwsza: u nas sie nic nie dzieje. nie ma czego dyskutowac, chyba ze list odlecony majewskiego
    [program telewizyjny gazety wyborczej] - ">>rozklad<< zdobyl brazowego szprota na 4 biennale sztuki
    sredniej i gorszej w suwalkach" albo wystapienie grabowskiego w jakims podrzednym
    kabarecie-festiwalu [?]..
    nie dzieje sie nic u nas,tutaj. nie mamy zadnego festiwalu [procz muzyki celtyckiej w dowspudzie -
    zawsze latwiej okreslic polozenie wsi wskazujac - k. suwalk]. poziom szkolnictwa..ekhem.. tu takze nie
    powinnam sie wypowiadac..a juz polaczenie kolegiow w wyzsza szkole suwalska czy cos w tym rodzaju to
    skok w przepasc - kto zechce taki licencjat?
    aha -jedyny obiekt warty zwiedzenia to krzyz przy salezjanach.

    suwalki sa piekne- na swoj wlasny pokraczny nieraz sposob. kiedy stanie sie zima przy konkatedrze sw.
    aleksandra, i spojrzy w kierunku chlodnej - obraz niesamowity dla czlowieka z wyobraznia - stare gotham
    city z pierwszych dwoch czesci batmana;) i nasz park.. teraz moze przerzedzony zbyt mocno, ale jednak
    jest. i jeszcze kilka kilka malutkich szczegolikow, arcyuroczych, urzekajacych "czyms". i otoczenie -lasy,
    jeziora, a i na litwe blisko.

    tylko ludzie - bezczynni, niechetni. mdk wszyscy omijaja z daleka, chyba ze policzymy metalowe koncerty
    [alez wydarzenie kulturalne] czy koleczko teatralnego samouwielbienia.

    i oto wybory - znikome zainteresowanie.

    elita? wystarczy zajrzec do biblioteki miejskiej na pani emilii, albo na brak grafiku "wydarzen", "zajec",
    "propozycji" [chyba ze uznamy te plakaty w empekach, zachwalajace msze sw. i spotkania weteranow
    wojennych.. bez urazy oczywiscie].

    licealisci? studenci. wszyscy stad uciekaja. A przynajmniej chca uciec, bo na egzaminach wstepnych
    "jestem z suwalk" brzmi zabawnie dla wielu magistrow i doktorow.
    aha;)) pewna dosyc wyksztalcona pani [dyskutowalysmy wlasnie o ksiazkach, muzyce itp. -wiedza
    ogromna, maniery bez zarzutu] zapytala skad pochodze. "a, suwalki.. to ty zapewne doskonale mowisz po
    rosyjsku?" "nie, nie znam rosyjskiego." "ale u was wszyscy mowia doskonale po rosyjsku,prawda?"
    "starsze pokolenie mialo w programie akurat ten jezyk,ale to raczej w skali kraju." "hmm.. suwalki.. wielu
    rosjan tam mieszka,prawda?" "nie sadze. osobiscie nie znam zadnego" "jak to? przeciez to suwalki!"
    "suwalki sa blizej granicy z litwa..." i tak w koleczko.. trudno bylo przekonac pania x. ,ze w moim bloku
    mieszka wiecej polakow niz rosjan, ze na naszych ulicach mowi sie czesciej w jezyku ojczystym niz po
    rosyjsku/litewsku itp.

    pozeganalabym sie po rosyjsku,abyscie mnie wszyscy dobrze zrozumieli,ale tak sie sklada,ze na bazarze
    wiele z nikim nie rozmawiam..
    i przepraszam za chaotycznosc wypowiedzi,ale wlasnie mam zamiar udac sie do lozeczka.. zasnac..



    Temat: Polska nie ma historycznego prawa do Slaska
    Trza sie uczyc...
    Gość portalu: Mieszaniec napisał(a):
    Zobacz ilu śląskich nauczycieli jest w szkołach ogólnokształcących,
    > zawodowych, muzycznych.
    > Niby to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że Ślązacy zamiast kształcić swoje
    > dzieci, posyłali je do zawodówek, to są i tak są liczby szokujące!
    > Pod względem stosunku do wykształcenia opolscy Ślązacy w stosunku n.p. do
    > biedoty z Podlasia, byli beznadziejni. Zawsze gonili swoje dzieci do zawodówy
    > i do roboty. Mój ojciec ma doktorat, ale tylko dzięki farorzowi, który
    > przekonywał dziadka do posłania syna do ogólniaka. Ks. abp. Nossol też
    > opowiadał o sobie, że cudem zdobył średnie wykształcenie i poszedł do
    > seminarium. On to wie najlepiej i mówił o tym zjawisku po wielokroć. Stąd też
    > jego idee fix było utworzenie uniwersytetu w Opolu, aby Ślązacy
    > mogli "sztudiować doma".
    > Wspomniani Podlasiacy, sprzedawali ostatnie kury, żeby wyekspediować dwoje
    > dzieci do Warszawy. A Ślązacy, guzik, do zawodówy i szlus. A tymczasem za
    tzw.
    > komuny naprawdę mógł studiować każdy, kto chciał. Dzisiaj niestety na starcie
    > znaczna część społeczeństwa ma podcinane nogi.
    > I zresztą tak zostało do dziś. Ślązacy nie wykorzystali swojej szansy na
    awans
    > edukacyjny za komuny, a teraz mają szlaban ekonomiczny.
    > Zobaczcie jaki odsetek Ślązaków jest w ogólniakach, a jaki w zawodówkach i
    > technikach to moja teoria zaraz się potwierdzi.

    Zgadzam sie z Twoim postulatem, ze trzeba sie uczyc i zachecac mlodziez do
    nauki.
    Natomiast nie za bardzo zgadzam sie z Twoja diagnoza o otwartosci na
    ksztalcenie prostych ludzi w innych regionach, chocby przywolane przez Ciebie
    Podlasie.
    Prosci ludzie nie zawsze widza sens i potrzebe uczenia sie. Nie jest to tylko
    cecha Slazakow. Ped do nauki w duzej mierze wzbudzila powojenna bieda i
    komunistyczna polityka dostepnosci szkoly. W wiekszosci krajow po wojnie
    obserwowalo sie ped do ksztalcenia. Wojna przyniosla tyle nieszczescia, ze
    ludzie potrzebowali zrozumienia rzeczywistosci. Chcieli wyrwac sie z tego co
    bylo im znane. A znali biede i dramat wojny. Trzeba tez powiedziec, ze choc
    komunizm winien jest wielu naszych bied, to nie da sie zaprzeczyc, ze zapewnil
    dostep do wyksztalcenia szerokim rzeszom biedoty.
    W PRL-u nakladaly sie dwa trendy. Niechec do wladzy z jednej strony ale
    romantyczne uciekanie w wiedze z drugiej (standard zycia bywal nizszy im wyzsze
    wyksztalcenie). Bylo sporo dowcipow na ten temat. Nic innego zdobyc nie mozna
    bylo wiec zdobywalo sie wiedze. Czesto jednak nie z pomoca rodzicow, ktorzy
    bywali prostymi ludzmi, ale wbrew ich woli.
    Tu jednak pomoca byla polskosc. Jezyka rosyjskiego uczono sie niechetnie bo
    stamtad szla sila wladzy. Dzialal mechanizm przekory.
    Podejrzewam, ze podobnie moglo byc ze Slazakami. Z jednej strony utrudnienia
    stawiane przez niektorych glupich nauczycieli, z drugiej wspierany przez
    rodzicow opor dzieci wobec nieakceptowanej wladzy. Nosnikiem wladzy byla
    polskosc, wiec nalezalo jej sie sprzeciwiac.

    Sadze wiec, ze to nie jakas szczegolna sklonnosc czy tradycyjna niechec
    Slazakow do ksztalcenia sprawiala, ze niewielu szlo do szkol ale raczej opor
    prostych ludzi wobec tego czego nie akceptowali.
    Niestety niewielu bylo takich jak wspomniani przec Ciebie bp Nosol czy ow
    ksiadz.

    Pozdrawiam
    BRO




    Temat: Z CZYM DO EUROPY
    Lecimy na MiG-29 do NATO i dalej ->
    MiG-29 to najnowocześniejszy samolot bojowy naszego lotnictwa, a także jedyny
    rosyjski samolot bojowy, który przez ostatnie kilka lat był na uzbrojeniu NATO.
    Do jego konstruowania przystąpił zespół Atioma Mikojana na przełomie lat 60-
    tych i 70-tych. Pierwszy prototyp wzniósł się w powietrze w 1977 roku. W maju
    1982 roku rozpoczęto produkcję seryjną w fabryce w Moskwie, w kodzie NATO
    samolotowi nadano nazwę Fulcrum A (fulcrum-ang.=punkt podparcia << nazwa używana
    przez rosyjskich pilotów). W kwietniu 1981 roku wystartował po raz pierwszy
    dwumiejscowy MiG-29 UB (szkolno-bojowy) Fulcrum B, który ma uproszczony system
    uzbrojenia. MiG-29 jest samolotem o oryginalnej koncepcji aerodynamicznej a przy
    tym z wieloma klasycznymi rozwiązaniami szczegółowymi, jak na przykład mechanicz
    -ny układ sterowania.MiG-29 ma unikatowy system kierowania uzbrojeniem, składają
    -cy się z radaru S-29(N-29),lokatora optycznego KOLS-29 sprzężonego z dalmierzem
    laserowym oraz nahełmowego układu wskazywania celów Szczel-3UM. Te współdziałają
    -ce układy są sterowane przez 2 komputery pokładowe C-100. Radar może wykryć
    samolot myśliwski wroga z odległości 70 km (zasięg wykrycia bombowca jest o
    połowę większy), a następnie naprowadzić nań rakiety kierowane.Do dziś zbudowano
    ok.1500 samolotów MiG-29, w tym 200 szkolnych, prawie 400 sprzedano do kilkunas-
    tu krajów, Polska zakupiła pierwszych 7szt MiG-29 latem 1989 roku, a w 1990
    roku przybyło kolejnych 5 samolotów.W 1996 roku zakupiliśmy 10szt MiG-29 z Czech
    za śmigłowce Sokół i w ten sposób ukształtował się obecny stan: 22 samoloty,
    które należą do 1.Pułku Lonictwa Myśliwskiego WARSZAWA, stacjonującego w Mińsku
    Mazowieckim.[+ 22 szt otrzymane obecnie od Niemców, razem 44szt(?)]. W 1999r.
    kilkanaście dni przed przystąpieniem do NATO,do służby weszło 8 samolotów MiG-29
    z 1.PLM przeznaczonych do włączenia w przypadku zaistnienia potrzeby w skład
    sił natychmiastowego reagowania NATO. Samoloty te otrzymały SC-10 systemu IFF
    (standard NATO Mk XII), stroboskopowe światła antykolizyjne, pulpity płynnego
    strojenia dla radiolokacji R-862 oraz systemy GPS Trimble 2101 Plus, niezintegro
    -wane z systemem nawigacyjnym samolotu. Samoloty w tej chwili nie są jeszcze
    wyposażone w systemy bliskiej nawigacji TACAN i systemy ILS - Wojskowe Zakłady
    Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy współpracują z firmą Daimler Chrysler Aerospace w
    dziedzinie zabudowy i integracji urządzeń zachodnich z rosyjską awioniką "
    [www.greendevils.pl]dane 1999r
    Wersje MI-29>> A, B eksportowe, UB dwumiejscowa szkolno-bojowa, K pokładowa, S
    o zwiększonych możliwościach bojowych, SE eksportowa, SD eksportowa dla
    Malezji, M zmodernizowana z lepszymi silnikami oraz kilka innych produkowanych
    w niewielkiej liczbie (SM), bądź oferowanych w fazie prototypu.

    Podstawowe dane techniczno-bojowe
    Uzbrojenie:
    ilość podwieszeń: 7
    max. masa uzbrojenia podwieszanego: 2000 kg
    uzbrojenie stałe karabin masz.kaliber 30, GSz-30, 180 szt/amunicji, 1500szt/min.
    uzbrojenie rakietowe kierowane: R-60MK, R-27T, R-27R1, R-73E
    uzbrojenie rakietowe niekierowane: S-8 w B-8M1, S-24
    uzbrojenie bombardierskie: bomby lotnicze o wagomiarze 50, 100, 250, 500 kg,
    zbiorniki z mieszanką zapalającą ZB-500
    napęd:
    silnik ilość x typ/masa: 2 x Tumanski R-33D /1217 kg
    max. ciąg bez dopalania/ z dopalaniem: 2 x 49,42 kN/2 x 81,38 kN
    masa:
    masa własna/max.masa startowa: 10'900 kg/18'480 kg
    pojemność paliwa w zbiornikach wewnętrznych/podwieszanych: 4365 l/1500 l
    dane lotno-techniczne:
    konstrukcja duralowa, półskorupowa
    prędkość max.: 2500 km/h, na h=11'000m, Ma=2,30
    prędkość lądowania: 250-260 km/h
    prędkość przelotowa: 1000 km/h
    długość rozbiegu: 650 m(240 z dopalaniem)
    długość dobiegu: 600 m (900 m bez spadochronu hamującego)
    pułap praktyczny: 17 500 m
    średnie zużycie paliwa w powietrzu: 3450 kg/h średnie zużycie paliwa na ziemi:
    2000 kg/h
    zasięg: 2200 km
    zasięg z max uzbrojeniem 630 km
    max przeciążenie 9,0 g
    dane geometryczne:
    rozpiętość: 11,36 m
    długość: 17,32 m
    wysokość: 4,36 m
    powierzchnia skrzydła: 38,0 m2
    www.military.cz/russia/air/default_cz.htm
    Zanim dolecą amerykanskie Fantomy, JUZ MAMY sprawdzone i b.dobre ruskie MiGi.
    Trochę to nietypowo, bo z Niemiec << trzeba się przyzwyczaić.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • dsj4cup.htw.pl



  • Strona 4 z 4 • Wyszukano 180 rezultatów • 1, 2, 3, 4 
    Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Design by SZABLONY.maniak.pl.