Strona Główna
Jak napisać konspekt zajęć
Jak napisać list Polski
Jak Napisać Odwołanie Zażalenie
Jak napisac opinie pracownikowi
Jak napisać oświadczenie wzór
jak napisać podanie bierzmowanie
jak napisać poprawnie list
Jak napisać program nauczania
jak napisać apel
Jak napisać bibliografi
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • 33noir.opx.pl

  • Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: Jak napisac prace kontrolna





    Temat: Polowanie na pracę! ...???

    Wiesz, ja mam poczucie że w szkole mało uczy sie przydatnej statystyki /
    rachunku prawdopodobieństwa. W szczególności mam poczucie że normalny człowiek
    po zdaniu matury nigdy w zasadzie nie rozwiazuje równań stopnia 2 natomiast co
    dzien styka się z wykresami, tabelami, wynikami badań preferencji wyborczych
    itp. A zauwaz że to rozwiazywanie równań kwadratowych "z parametrem" ma na ogół
    opanowane z małpią sprawnością. 99% ludzi nie słyszało że mediana istnieje -
    smutna prawda. no to jak ma sie ten termin w mediach pojawić? Ignorancja jest
    zasadniczym powodem dla którego o pewnych rzeczach się nie mówi, w dodatku u
    nas jest moda na to ze sie talentu do matematyki nie ma. Oczywiście na ogół to
    jest wynik zwykłego lenistwa.
    Ja generalnie nie mam świra na punkcie matematyki ale uważam że przecietny
    człowiek powinien rozumiec co oznacza odsetek, efektywna stopa oprocentowania i
    co to jest statystyczna istotność. to powienien wiedzieć - jakby nie wiedział
    co to jest cotangens albo jak napisac równanie paraboli przecinającej oś ox w
    zadanych punktach to dla mnie nie byłoby nic złego. Bo niby po cholerę ma
    wiedzieć jak się takimi rzeczami nie zajmuje i jak się z nimi nie styka?
    Jeśli chodzi o dochody polaków to mam dobre informacje i powiem tak że wygląda
    to raczej smutno - rozład jest skośny, zdecydowanie nienormalny ;-) Dla mnie
    ból bo firma żyje ze sprzedaży produktu którego biedny człowiek nie kupi.

    > 2) jakie ksiazki z tych, o ktorych pisales mozesz polecic? btw. podreczniki
    >
    > ........
    masz racje ale to sie może zmienić. Juz mi się udało znaleźc przynajmniej jedną
    ksiażkę w stylu trochę zachodnim z działki pokrewnej niezupełnie statystycznej.
    byłem zbudowany że choć raz któś sie wysilił żeby były streszczenia rozdziałow
    pytania kontrolne, index, literatura, wykresy, rysunki i dużo
    praktycznych "kejsów" że sie tak wyrażę. I że nie trzeba było miec doktoratu
    żeby zrozumieć o co chodzi. Ze statystyki to ja lubię cegłe Aczela Statystyka w
    zarządzaniu. na zachodzie jest mnóstwo podreczników które są ok i sa
    przeznaczone dla ludzi interesującym sie razej zastosowaniami. Wszystko zależy
    czym sie zajmujesz: co innego badania rynkowe/marketing co innego ekonomia/
    zarządzanie a co innego medycyna / biologia. Generalnie jak sobie wejdziesz na
    www.amazon.com i wpiszesz słowa kluczowe to znajdziesz coś co ci odpowiada.
    oczywiście potem możesz znaleźc w www.addall.com używany egzemplarz za pół ceny
    ((co i tak niestety drogo). Ja tak robie. Jeśli masz jakieś bardziej
    szczegółowe pytania to odezwij sie na maila - moge ci powiedzieć co czytam.

    >
    > 3) uwazam, ze sie nie czepiasz na rozmowie. ludzie koloruja swoje cv (co do
    > pownego stopnia jest akceptowalne), czasem jednak nie znaja umiaru. :) typowy
    > przyklad to znajomosc jezykow. nie przeszli by FCE a pisza, ze angielski
    znaja
    > biegle. :)

    Wiesz, ja cześciej sam szukam pracy a teraz po prostu pomagam w rekrutacji i
    zależy mi z pewnych względów na tym żeby ta rekrutacja szybko się zakończyła.
    Dlatego jestem pozytywnie nastawiony do ew. kandydatów bo chciałbym w hr
    powiedziec: super człowiek, zatrudnijcie go (ją). No ale niestety szczerze
    mówie że trudno znaleźć kogokolwiek kto spełniałby kryteria. I jestem
    diabelnie sfrustrowany: ludzie studiują psychologię / socjologie ale nie myślą
    że jak będą szukac pracy to przyda im sie spss i statystyka i nie uczą sie tego
    nic a nic. i dlatego nawet sie tu odezwałem bo czytam jak ludzie zastanawiają
    sie nad sposobami szukania pracy a często problemem nie jest sposób szukania
    tylko kwalifikacje i pomysł na to co się chce robić. Wybieranie sobie działki w
    kórej liczą sie układy i w której będziemy walczyli z dwoma tuzinami kandydatów
    nie ma sensu. Ja sobie wymyśliłem bycie analitykiem. Rynek na tego rodzaju
    umiejętności jest duży i jeszcze w dodatku tutaj liczą sie kwalifikacje
    merytoryczne a nie plecy: córka cioci szwagra kuzynki prezesowej
    mnie nie zastąpi bo na ogół nie jest to stanowisko które by ją interesowało. ja
    myślę że trzeba sobie zdać sprawę w czym sie jest dobrym i wyszukać nisze na
    rynku pracy dla siebie.
    pozdrawiam,






    Temat: Racibóż
    Ja weszłąm w ten wątek z nadzieją że to nie chodzi jednak o mój Racibórz ale
    jednak..ech...wstyd to mało powiedziane
    Jako iż troszke w tym miescie miszkałam, jakby nie było 26 lat to i o lekarzach
    troszeke wiem i napisze hurtowo
    1. Paliga - przyjmuje w Kietrzu i Raciborzu, i nie za dobrze pamiętam w którym
    szpitalu pracuje (chyba w Głubczycach). W Raciborzu przyjmuje na ulicy Staszica.
    Nigdy u niego nie byłam ale była moja szwagierka i pare koleżanek, wszystkie
    bardzo go chwaliły
    Ponoć dobry specjalista od spraw hormonalnych.
    Ma usg które nagrywa na kasety wideo (w ten sposób zobaczyłam od szwagierki po
    raz pierwszy jej córeczke, bardzo wzruszająca to była chwila ). Więcej nie
    napisze bo nie wiem nic więcej

    2. Klimanek - przyjmuje (prywatnie) w dzielnicy studzienna, nie pamiętam jaka
    tam jest ulica, jak kogoś będzie interesowac to zapytam męża on zna lepiej tantą
    okolice niż ja.
    Bardzo wesoły, można też to uznać za wade jeżeli ktoś nie lubi tzw. wesołków (w
    czasie szycia mnie po porodzie zapytał czy zrobić wzorek, a męza pytał czy
    szczyć ciaśniej ), ja go za to właśnie bardzo lubiałam, mam dosć nadętych i
    bardzo powaznych doktorów ;D
    Na jego usg nie da sie wykonać zdjecia (przynajmniej jeszcze dwa lata temu nie
    szło) ale idzie sie w tej sprawie dogadać (bynajmniej nie chodzi tu o kase, po
    prostu trzeba poprosić i być może sie uda)
    Jest delikatny, nie bez przesady bo zbadać musi ale nie wpycha sie palcami aż do
    żołądka
    Acha... Przyjmował też w poradni na gamowskiej z kasy chorych oczywiscie,
    niestety prawie zawsze się troszke spóżnia...
    Ogólnie polecam

    3. Ciszek - nie wiem jaki jest prywatnie ale jako ordynator nie jest zły, co
    więcej potrafi być bardzo wesoły i ludzki
    Badanie w jego wykonaniu to dla mnie katastrofa... Ma długie palce i jeszze
    mocno je wkłada... Po kazdym badaniu w jego wykonaniu bolał mnie strasznie brzuch...
    Przyjmuje prywatnie koło "ekonomika" (a dokładnie koło apteki która jest koło
    tej zkoły, dla nieznających Raciborza wskazówka: pytać o główny posterunek
    policji, przynajmniej o ten stary bo ponoć mieli przenosić, można tez iść główną
    ulicą Długą do końca i skręcić koło wspomnianej apteki i na budynku szukać
    tablicy tego lekarza )
    Przyjmuje też w przychodni na Gamowskie ale zawsze się spóżnia minimum godzinke,
    często tez nie wiadomo czy w ogóle bedzie, wiadomo: ordynator jest potrzebny w
    szpitalu - tyle że myśle że w tym wypadku powienien zrezygnować z tego etatu w
    przychodni.

    4. Kołodziej... Niby dobry doktor ale... Przed ciażą pracowałam bardzo ciężko,
    fizycznie i pracodawca mi zapowiedział że nie ma dla mnie lżejszej pracy,
    wykonywałąm ja do momętu aż z pracy zabrało mnie pogotowie w 6 tygodniu ciąży.
    Miałam mieć zapewnione chorobowe do końca ciąży... Niestety miałąm chodzić na
    wizyty kontrolne podczs których miałam mieć wypisywane L4...
    W szóstym miesiący mojej ciąży ten lekarz (chodziłam do niego wtedy do
    przychodni czyli państwowo) powiedział że albo się dogadamy albo wracam do
    pracy... Co zrobiłąm? Zmieniłam tego lekarza na opisywanego wyżej Klimanka i nie
    żałuje, moja córeczka jest ślicznym i zdrowym dzieckiem a tak kto wie czy w
    ogóle mogłabym nią sie cieszyć (niestety ale z kasą u mnie się nie przelewa)

    5 Jest na Gamowskiej jeden lekarz który przyjmuje codziennie (to ejst jedyny
    ginekolog który przyjmuje codziennie, inni mają wizyty dwa - trzy razy w
    tygodniu), starszy pan, nzwisko jakoś na S. niestety nie pamiętam dokładnie...
    Jest niemiły i oschły. Nie zważa czy pacjentke cos boli (usuwnie nadżerki w jego
    wykonaniu to horror). Wypisywał w mojej karcie zdrowia ze miałam robone badanie
    piersi a tak naprawde nigdy go nie nzrobił (tak naprawde to żaden z wymienionych
    lekarzy u których byłam nie robił tego badania, ale też nie pisali tego w mojej
    karcie... oprócz Paligi bo u niego nigdy nie byłam to nie wiem). Ogólnie nie
    polecam.
    Troszke zeszłam z tematu ale opisałąm wsytskie moje doświadczenia z ginekologami
    u których byłam więcej niż raz






    Temat: 25 maja 2004 roku - część II
    Czesc dziewczyny!
    Ja tu zaglądam, ale was faktycznie dawno nie było. Jakieś pustki tu ostatnio
    panowały...
    U nas wszystko w porządku, no może prawie... Natalka ma straszne zaparcia
    Dziś starsznie cierpiała, nie robiła kupki 3 dni i wieczorem nie mogła się
    załatwic. Nie pomogły czopki, duphalac. Lekarz w ostateczności zalecił
    lewatywę, ale obeszło sie bez tego. Meczyliśmy sie do 22, zasnęło dzis bardzo
    póxno około 23... Wymęczyło się biedactwo...
    Poza tym dużo spacerujemy, wykorzystujemy ładną pogodę. Natalka wszystko chce
    robić sama, ale nie złości się zbytnio jak jej nie wychodzi...
    Co do drzemki to Natalka śpi nawet po 3-4 godzinki dziennie i przesypia całe
    noce tzn. od około 22 do 7-8 rano. Dużo śpi, nawet ostatnio stweirdziłam, że
    się zrobiła starsznym spiochem. Może to te spacery... Jesteśmy na dworze jakieś
    3-3,5 godzinki dziennie (jak nie pada deszcz) i nie bierzemy wózka. Może po
    prostu jest zmęczona, dotleniona, a może powinnam jej zrobić badania. Co o tym
    myslicie?
    Natalka dziś się na mnie obaziła, bo po weekendzie musiałam ... iść do
    pracy )) Chciała spac ze mną, a paskudna mama musiała wyjść. Jak wróciłam to
    nie chciała się ze mną przywitać i prawie nie przytulała się przez cały dzień.
    Okropne to było.
    Tupelo, powodzenia w szukaniu niani. Ja szukałam bardzo długo i bez rezultatu.
    Jedna mówiła tylko o pieniadzach, druga była za ładna (kolezanki z pracy mnie
    ostrzegały,w iecie, młode małżeństwo, przystojny mąż, pokusy czyhają), trzecia
    dstała lepiej płatną pracę, czwarta wścibska i duzo młodych dziewczyn nie
    mjących pojęcia o dzieciach...
    U nas nie ma mowy o nocniku. Przez pewien czas siadała, potem chyba babcia
    zaniedbała i jak Tusia widziała nocnik to płakała. Teraz sadzamy ja na sedesie
    na specjalnej desce i nie jest tak źle. Od czasu do czasu zrobi siusiu, a o
    kupce pisałąm wyżej, wiec wiecie jak jest...

    Miałam napisać coś o sobie i córeczce: Mam na imię Lidka i już prawie 29 lat na
    karku. Z zawodu jestem pedagogiem specjalnym i pracuję w poradni psychologiczno-
    pedagogicznej. Mieszkam w Skierniewicach (woj. łódzkie), w paskudnym
    blokowisku, z ktorego chciałabym się wynieśc i zamieszkać w Gdańsku lub Sopocie.
    Natalka urodziła się 11 maja 2004 o godzinie 16.15. Poród był lekki, rodziła m
    troszkę ponad 3 godzinki. W dniu porodu poszłam do ginekologa na wizytę
    kontrolną, a on mi mówi,że mam rozwarcie na 6 cm )) ZA to po porodzie nie
    było lekko, miałam depresje poporodową. Tusia urodziła się zdrowa, śliczna, a
    ja cały czas płakałam. Miałam problemy z karmieniem, wszystko mnie bolałao. O
    rany, jak sobie to teraz przypomnę...
    Treaz jestem najszczęśliwszą mamą na świecie, Tusia przynosi mi tyle radości...
    Nie wyobrażam siebie życia bez niej... Jest taka pogodna, radosna i uwielbia
    się przytulac.
    No dobrze, rozpisałam się bardzo, a zaraz pewnie padni emi bateria w
    komputerze. Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy.No i piszcie, piszcie,
    piszcie...




    Temat: Stadion w czerwcu 2011? Tego nie da się zrobić
    Gość portalu: jfk napisał(a):

    >
    > Właśnie, wyciągać logiczne wnioski, a u ciebie to przychodzi strasznie
    > opornie.Jeszcze raz napiszę , chociaż to jest jak rzucanie grochem o ścianę.Nie
    > trzeba być geniuszem aby się połapać że Mostostal nie dotrzyma terminu
    > zakończenia budowy, skoro sam prosi o przesunięcie tego terminu.
    >
    Nie trzeba być również geniuszem aby stwierdzić , że taki czyn Mostostalu
    proszenie o przesunięcie terminu , jest logiczną konsekwencją zaniedbania
    poprzedniej firmy, która miała ten teren przygotować pod budowę.

    Ty za to
    > twierdzisz że:
    > <"Nie rozumiem skąd władze miasta mają kompetencje oceny , czy ten <pro
    > jekt jest
    > do zrealizowania w odpowiednim czasie. Pewnie <Dutkiewicz wyczytał w fusach
    > swojej herbaty."
    >
    > Chcesz strasznie dokopać preziowi na forum, to przynajmniej trochę bardziej się
    > wysil a nie ośmieszaj.
    >
    Nie jest moją intencją tu komukolwiek dokopać.
    Jestem tylko zdania , że na ten temat powinni wypowiadać się osoby kompetentne.
    A jeśli się wypowiada człowiek , który z racji swojego zajmowanego stołka
    publicznego, wysłuchuje opinii urzędników mu poddanych , i z tego wyciąga
    wniosek usypiający czujność publiki.
    Wydaje mi się to komiczne.
    Dutkiewicz powinien utworzyć takie niezależne systemy kontrolne tą inwestycje.
    Aby zmobilizować optymalnie wszystkich zajmujących się tą sprawą.
    Drogi raz Wrocław nie sobie pozwolić na takie fantazyjne wyskoki , jak za czasów
    Zdroja z Expo 2010.

    Naprawdę trudno mieć zaufanie do człowieka faworyzującego jednego wykonawcę.
    A tak czyni Dutkiewicz, i tak się o nim mówi w regionie .
    >
    >
    > To mogła być kilkunastodniowa obsuwa a nie 4,5 miesiąca.Mostostal drogi dyziu,
    > zawalił sobie z firmą projektową MCD z Poznania (też członkiem konsorcjum)
    > która to miała ponad 2 miesięczną obsuwę z projektami wykonawczymi i została
    > wywalona na pysk.I sami pracownicy Mostostalu to przyznają, chociaż się
    > wkurzają, bo Mostostal ma niby tylko 30%(Wrobis 19%) ale jako szef konsorcjum
    > ponosi pełną odpowiedzialność i wszystkie cięgi spadają na nich.Do tego dołóż
    > burdel z prefabrykatami (wiedziałeś o tym , pewnie nie) których to aż 1/5
    > wracała do wykonawców. Doszło do tego że u jednego z wytwórców (może u więcej, j
    > a
    > znam jednego) był pracownik z Mostostalu i nim zapakowali materiał na auto był
    > mierzony, a później znów na placu budowy.Ale skąd ty możesz o ty wiedzieć ,
    > przecież:
    > "U nas w Austrii" to twoje słowa głupio mądry cwaniaku gazetowy:)))
    >
    Czy Ty na głowę upadłeś.
    Czy Ty liczyłeś na to, że w Polsce będzie takie wykonanie i taka dyscyplina
    pracy jak na zachodzie.
    Polska nie posiada jeszcze tych atutów.
    Nad nimi trzeba pracować.
    Mobilizować wykonawców do porządnej dokładnej pracy.
    Znalezienie przyczyn niedokładnego wykonania prefabrykatów , nie powinno
    przedstawiać żadnych problemów.
    Nie wykluczone , iż okazało by się że ktoś sabotuje , i celowo produkuje takie
    elementy które nie padują.
    Polska jest przecież na razie takim krajem, który przoduje w jednej dziedzinie,
    korupcji.
    A jeśli jeszcze mamy, ludzi którzy faworyzują konkretnych obcych wykonawców.
    To mamy również ciche przyzwolenie do sabotowania tych, którzy obecnie wykonują
    ten projekt.
    >
    >

    > ntakt
    > bezpośredni z ludźmi którzy zajmują się tą sprawą
    >
    > To oni z Austrii dojeżdżają na naszą budowę??? Czyli jednak, mozna być
    > szanowanym w naszym kraju:)Czy może przez telefon zdają ci relację??
    >
    Nie bądź dzieckiem, i czytaj ze zrozumieniem.
    A Austrię zostaw w spokoju, tu mowa jest o Polsce , a dokładnie Wrocławiu.
    Mam informacje z pierwszej ręki , z Polski. Nie z polskiej prasy , bo to są
    informacje z pod budki z piwem. Ale informacje zakulisowe. To co mówią ludzie
    znający do szpiku kości ten problem, bo siedzą od lat w tej branży i się obecnie
    tym projektem zajmują.
    >
    >
    > A tu mamy znajomość dyzia " z ludźmi bezpośrednio związanymi ze sprawą".
    > Dyziu, czy mam szukać dalej????Chyba już wystarczy:)
    > Daj sobie więc spokój z tematem stadionu, bo cię przerasta.
    >
    >
    Ty masz dużo do powiedzenia , a najwięcej jak zwykle na temat Dyzia.
    No to Tobie można pogratulować.
    Najwidoczniej Twój repertuar i Twoje argumenty się wypaliły.
    Pożyjemy zobaczymy.
    Najsmutniejsze jest to, że tacy mędrcy niszczą rodzimy przemysł , a z nim
    miejscy pracy.
    Przez takie filozofie jak Twoje , gazetowy mądralo, Polscy stają się u siebie
    wyrobnikami.




    Temat: Sępy...
    aloalo2001 napisała:

    > To może mi wyjaśnisz ten sens? Byleby jasno, abym mogła zrozumieć.

    Ja wyjaśniałem, a skoro nie udało mi się tego zrobić jasno, to moja wina i
    spróbuję się poprawić. Chodzi o to, że mechanik samochodowy kasuje 70 dolców za
    godzinę niewdzięcznej pracy przy moim samochodzie. Właściciel mieszkania, które
    wynajmuję, wydał pieniądze na jego budowę i utrzymanie, w zamian dostaje ode
    mnie czynsz za użytkowanie. Ja robię lek, który mechanikowi i właścicielowi może
    się przydać, jak zachorują, i też powinienem za niego dostać pieniądze, żebyśmy
    się mogli wymieniać tym, co umiemy, chcemy robić i co jest potrzebne innym, na
    to, co oni nam moga zaoferować. Żebym miał na mechanika i na czynsz. Ochrona
    prawna mojego wynalazku powinna byc wystarczająca, żeby zwróciły mi się koszty
    pracy nad nim (tak, jak mechanikowi koszt narzędzi), i żebym miał z tego trochę
    zarobku (zebym mógł oszczędzać na emeryturę, na przykład).

    70 lat temu można było wyprodukować lek, który czasem trochę pomógł, częściej
    zaszkodził, nierzadko zabił (słynna sprawa z prontosilem na glikolu). Kontrola
    była praktycznie żadna, wystarczyło coś wykoncypować i można było sprzedawac.
    Teraz mamy inną sytuację. Po pierwsze, wprowadzono procedury, chroniące przed
    wprowadzaniem na rynek substancji szkodliwych bądź nieskutecznych . I chyba
    słusznie, że wprowadzono? Tyle, że stosowanie się do tych procedur wymaga czasu
    i środków. Po drugie, choć liczba możliwych cząsteczek chemicznych jest bardzo
    duża, to nie jest nieskończona. Można śmiało przyjąć, że to, co było małe,
    proste do zrobienia, a zarazem skuteczne, zostało już wynalezione. Trzeba sięgać
    do rzeczy trudniejszych, znów: bardziej czaso- i kapitałochłonnych.

    Tymczasem prawo patentowe nadal daje mi tylko 20 lat na cały proces - od
    wynalazku, przez testy, po masową produkcję i ewentualne (ewentualne, bo mnóstwo
    obiecujących leków przepada w testach) zaoferowanie leku na rynku. Potem każdy
    może sobie mój wynalazek, moja pracę, wziąć i zrobić z nimi, co chce. Uważasz,
    że to w porządku? Zwłaszcza w sytuacji, gdy Kaczor Donald cieszy się ochroną
    70-letnią?

    > Dzisiaj też leczy się promieniami Rentgena i arszenikiem (homeopatia).

    Na marginesie, a propos homeopatii: jak mi ktoś, ciemnemu chemikowi fizycznemu
    (organiki nie liczę, bo ma mniej wspólnego z tematem) wyjaśni mechanizm, dzięki
    któremu struktura cieczy miałaby trwale "zapamiętać", że było w niej
    rozpuszczone coś, czego już nie ma, to może uwierzę w homeopatię. Na razie
    bardziej wolę wierzyć w czary.

    > Poza tym wiele współczesnych leków ma jedynie efekt placebo, dobry marketing i
    > odpowiednią cenę.

    Nie zaprzedałem się jeszcze grubasom z cygarami, zasiadającym w radach
    nadzorczych firm farmaceutycznych, pracuje jednak nad drug discovery i wiem, jak
    się to robi. Możesz mi więc chyba wierzyć gdy napiszę, że wszystkie współczesne
    leki, przechodzące odpowiednie procedury kontrolne, mają aktywność biologiczną
    przekraczającą efekt placebo (z którym zresztą się je porównuje podczas badań).
    A cena wynika w dużym stopniu ze zbyt krótkiego okresu ochrony wynalazku: jak
    zostaje 6-7 lat na zwrot kosztów i jakiś zarobek, to trzeba pompować cenę
    produktu. Widzisz inne wyjście?

    Pozdrowienia,
    B.



    Temat: Krzyczący mąż - pomocy!
    Cześć!
    Przede wszystkim musisz wziąć się w garść. Powiedz temu swojemu mężulkowi, że
    jeżeli oczekuje szacunku względem siebie to Ciebie ma również szanować i ten
    szacunek okazywać.
    To po pierwsze.
    Po drugie. Jeśli mieszkasz w mieście to na pewno znajdziesz coś takiego jak
    "ośrodek interwencji kryzysowej" -jest to komórka pomocy społecznej. Znajdziesz
    tam pomoc psychologa, prawną i jeszcze jaką tylko będziesz chciała. jak będziesz
    się rozwodzić to pamiętaj żeby ograniczyć mu wladzę rodzicielską (ułatwi Ci to
    później życie) i ustal sądownie widzenie z maluszkiem. Takie nieuregulowane
    sprawy trudno później skorygować. Poza tym podaj gościa o alimenty. Nie tylko na
    dziecko ale i na siebie. Nawet teraz kiedy jesteście małżeństwem możesz taki
    pozew wnieść do sądu. tylko najpierw załóż sobie osobne konto i go do niego nie
    upoważniaj!!!
    po trzecie pomyśl nad powrotem do pracy. Na początek niech to będzie praca na
    pół etatu czy coś podobnego. Maluszka możesz oddać do żłobka lub jak wolisz
    znaleźć nianię lub poprosić rodziców o pomoc. Zapewniam Cię, że w żłobku lub
    przedszkolu (zależnie gdzie pójdzie)nic Mu się nie stanie. Tam jest naprawdę
    dobra opieka.
    Zacznij działać. Wyjdź do ludzi. Zrób coś dla siebie, ale przede wszystki zrób
    coś dla swojego Maluszka. Bo myślisz, że ono nic nie wie? Nic nie czuje? Mylisz
    się! Nawet nie wiesz jak badzo to maleństwo krzywdzisz!
    Żeby nie było, że się wymądrzam napiszę Ci coś o sobie.
    Wty roku skończę 27 lat. Moja córka ma w tej chwili 17 miesięcy. Wychowuję ją
    sama, bo jej ojciec stwierdził, gdy byłam w 6 mies. ciąży, że "nie dorósł do
    życia" i żeby było śmieszniej nie powiedział mi tego wprost tylko napisał sms-a.
    Jak Julka się urodziła ja byłam na piątym roku studiów - dziennych.
    Zamieszkałyśmy razem w akademiku - ona wtedy jeszcze dwóch mies. nie miała.
    Studia skończyłam, magisterkę obroniłam w terminie - czyli w czerwcu. Teraz
    pracuję a Mała chodzi do żłobka. Radzimy sobie. Jej ojciec nie widział jej na
    oczy. Ostatnio miał problem z płaceniem alimentów i teraz robi to za niego
    komornik. Dostaję 350 zł. julka jest pod opieką kardiologa - ma nie do końca
    zrośniętą przegrodę m-dzykomorową i nie domykającą się zastawkę. Przez pół roku
    co miesiąc chodziłyśmy do nefrologa, bo miała częste i poważne infekcje układu
    moczowego z podejrzeniem refluksu nerkowego. Ale w tym wypadku wszystko dobrze
    się skończyło. Mam nadzieję, że w czerwcu na wizycie kontrolnej to samo powie mi
    kardiolog.
    Ale mi też kiedyś ktoś pomógł. I nie wstydziłam się o tą pomoc poprosić.
    Jeżeli nie chcesz tego zrobiś dla siebie - zrób to dla swojego Maleństwa!
    Buziaki i trzymaj się cieplutko :)
    P.S. Z treści Twojego listu wnioskuję, że cierpisz na depresję. Ja też przez to
    przeszłam. Zobaczysz pewnego dnia na Twoim niebie - jak na moim - jasno zaświeci
    Słońce .




    Temat: Jazda po duńsku
    nie wiem co by tu jeszcze napisac...

    Jesli o mnie chodzi to wydaje mi sie, ze ze swoim planem wycieczki trafilam w
    dziesiatke - nastawilam sie na zwiedzenie jak najwiekszej ilosci piramid -
    zaczynajac od Mexico City - mialam okazje widziec nedze miasta Meksyk i
    podziwiac potege budowniczych piramid, podziwiac piekno dzikich kaktusow,
    przepiekne pierzaste stroje Aztekow, wilgotna dzungle, przerazajaco ryczace
    wredne czarne malpy przez ktore malo zawalu nie dostalam:), nawet ze wstretem
    ale jednak wzielam do reki prawdziwa dzika tarantule:), zaprzyjaznilam sie z
    Majami i wymienilam e-mail adresy mimo, ze ja ani w zab po hiszpansku a oni po
    angielsku:)))) - podejrzewam, ze korespondencja naprawde bedzie kwitla:))
    Jedno jest pewne - glupim usmiechem mozna naprawde wiele tam zdzialac!!
    Powinno sie tam targowac o wszystko bo ceny napewno zawyzaja - ale ja po
    obejrzeniu nedzy w jakiej oni tam zyja nie mialam po prostu sumienia na
    targowanie i jesli uznalam, ze cos jest na moja kieszen to placilam bez
    mrugniecia okiem.

    Zapomnialam dodac abyscie nie przegapili wejscia do srodka piramidy Kukulkana w
    Chichen Itza. Malo brakowalo a przeszlabym obok i poszla dalej tylko woda mi
    wypadla z rak i poturlala sie w strone kolejki. Zanim sie schylilam po butelke
    i pozwolilam moim trzeszczacym kosciom na ponowne wyprostowanie sie zauwazylam
    dluga kolejke pod piramida. W srodku idzie sie bardzo dusznym tunelem po
    schodach ale co tam zobaczycie to nie powiem:)) - WARTO!:) Po zejsciu z
    powrotem na dol, ciagle w srodku piramidy, usmiechnelam sie szeroko do starego
    Meksykanina, ktory siedzial tam na strazy - przy wiatraku... zaczelam sie tam
    chlodzic i gadac do niego po angielsku:)) a ten wstal, usmiechnal sie
    szczerbato, bez slowa zlapal mnie za reke, wciagnal mnie w ciemna szczeline,
    wczesniej niewidoczna i dopiero za zakretem wlaczyl laterke!! On tam siedzial
    przy wiatraku i pilnowal chyba aby nikt tam nie wlazil!! Przez sekunde serce mi
    stanelo ze strachu, ale po chwili rozsadek przemowil do rozumu - przeciez pod
    piramida jest pelno ludzi w kolejce, na gorze tez pelno ludzi, wiec mi chyba
    nic nie zrobi w tym zaulku!! Wlaczyl latarke i bardzo ciasnym tunelem
    zaprowadzil mnie do konca tego tunelu, oswietlil sciane i bardzo lamanym
    angielskim powiedzial, ze to kawalek bardzo starej sciany, oryginalnej sciany
    piramidy Kukulkana, czerwona farba na niej byla podobno oryginalna -
    archeolodzy dopiero niedawno tam sie dokopali... i wyciaga reke do mojego
    aparatu i mi na migi tlumaczy, ze mi zdjecie zrobi w tej dziurze!!! Zdziwienie
    dla mnie tym wieksze bo przed wejsciem do srodka piramidy znaki ostrzegawcze,
    ze uzycie lampy blyskowej w srodku grozi kara!! Zrobil mi zdjecie, zlapal za
    reke i wyprowadzil z powrotem do glownego korytarza... ktos akurat schodzil z
    gory i tez chcial sie w to miejsce wpakowac to z krzykiem wskazal na glowne
    wyjscie!!! Wcisnelam mu za to na koniec kilkadziesiat pesos... dziwny zbieg
    okolicznosci.. dla mnie radosc, ze akurat mi to pokazal, dla niego napewno
    radosc bo mu wpadlo troche grosza... wiec moze jest szansa, ze jesli staniecie
    przy nim przy wiatraku po zejsciu z gory i wskazecie na przeciwlegla (od
    wiatraka) szczeline, proszaco to moze tez Was tam wprowadzi?

    nie mam pojecia co by tu jeszcze napisac... jesli masz jakies pytanka to pytaj -
    tak w ciemno ciezko mi pisac i stad taki groch z kapusta wychodzi mi:))

    Duzo nasluchalam sie przed wyjazdem jak to w Meksyku napadaja, okradaja i
    ogolnie jak bardzo niebezpiecznie tam jest. Pojechalam tam sama, wloczylam sie
    po odludziu, sama w dzungli z dala od prawdziwej cywilizacji - dopiero w Cancun
    dotarlam do prawdziwej ekskluzywnej meksykanskiej cywilizacji, ale zanim tam
    dotarlam podrozowalam po prawdziwej nedzy. Nikt na mnie nie napadl, nikt mnie
    nie okradl, nikt chyba nie oszukal:) - jedynymi oznakami tego, ze chyba jest
    tam naprawde niebezpiecznie byly grubo okratowane okna w tzw. hotelach, jacys
    rozni straznicy to pod bankiem czy ogolnie w okolicach parkingow z wielkimi
    lufami karabinowymi - nie znam sie na tym, to wygladalo jak kalashnikowy:)),
    jakies punkty kontrolne bardzo uzbrojone:) - jedyny raz kiedy naprawde sie
    wystraszylam to byl ten przerazajacy malpi ryk w wyjatkowo cichej pustej
    dzungli.. reszte wspominam bardzo milo i pewna jestem, ze gdzie jak gdzie ale
    tam napewno jeszcze wroce!

    Zazdrosze Ci wyjazdu!!!! :))
    Jedno jest pewne - napewno bedziesz, mam nadzieje!:) milo wspominac pobyt tam.

    W kazdym razie zycze szerokiej drogi!! :)




    Temat: program MySpy - mam pytanie - proszę przeczytać :)
    busho napisał:

    > Z którego MySpy warto korzystać:
    > polski:
    > kto stworzył polski program (może jakiś link) ?
    > angielski:
    > czy to są zupełnie inne programy ? który lepiej wybrać ?

    Dostajesz 2 pliki różniące się rozmiarem, sumą kontrolną, językiem menu.
    Dlaczego uważasz że te programy są takie same? Nie wiem który program wybrać,
    czym się dokładnie różnią itd. itp. Otrzymuję binarną "paczkę" i nie wiem dobrze
    co w niej jest. Mając innego rodzaju oprogramowanie np. personal firewall,
    analizator pakietów taki jak Ethereal czy sniffer taki jak Nessus mogę jedynie
    podglądać co program wysyła przez sieć i na jakim porcie protokołu TCP/IP.

    > czy taki program noramlnie się instaluje czy tylko wrzuca plik do wybranego
    > katalogu bez instalacji ?
    Wcześniej i wyżej napisałem że program polski uruchamia się, a angielski
    instaluje - czytałeś/aś wcześniejszy post?

    > czy program jest widoczny w otwartych procesach ?
    Nie wiem.
    > czy zrzuty mogą być wysyłane poza komputer ? (i jak upewnić się, że producent
    > programu nie zrobił nam takiej niespodzianki - czy wystarczy działający
    > firewall ?) Nie wiem czy zrzuty są wysyłane. Umiesz obsługiwać Ethereal albo
    Nessusa? Jeśli tak to sprawdź czy wysyła czy nie.
    > z jaką częstotliwością warto ustawić zrzuty ?
    Nie wiem.

    Nie używam tego rodzaju oprogramowania jak MySpy - nie jest mi ono potrzebne.
    Bronię się przed takim oprogramowaniem na moim laptopie, na którym mam Windows.
    Nie jestem informatyczną alfą i omegą,nie odpowiem na wszystkie pytania bo nie
    znam na nie odpowiedzi. Nie znam konfiguracji sieci jaka jest w opisywanym
    przypadku.

    Nie bardzo rozumiem jaki jest sens instalowania tego programu na komputerach w
    szkolnej sieci. Może ja po prostu za głupi jestem? Jeśli chcę zobaczyć co dana
    osoba robi na swoim komputerze i w sieci, to na jej komputerze instaluje serwer
    TightVNC, a u siebie na OpenSuse uruchamiam vnc2swf. Otrzymuję plik z nagranymi
    wszystkimi ruchami kursora myszki, otwieranymi aplikacjami itd. itp. Wtedy wiem
    co dana osoba robiła źle, nawet czy otwierała strony z niedozwoloną treścią. Nie
    chcę żeby pornografia była oglądana w sieci? Analiza logów serwera proxy w sieci
    lokalnej pokazuje jak witryny były oglądane. W tym samym serwerze proxy albo na
    routerze (w zależności od konfiguracji) wpisuje adresy, które mają być
    blokowane. I blokowanie działa dla całej sieci, rzecz jasna dla stron WWW, port
    TCP 80. Użytkownik jak się uprze zawsze może zainstalować sobie coś innego do
    pobierania pornografii np. Shareaza, EDonkey, eMule, aMule, xMule inne
    bleblebleMule blebleNutelle. Dlatego muszę blokować porty powyżej nr 1000.
    Zostawia się otwarte porty jedynie na komunikator potrzebny w pracy np Skype
    albo GG. Może mi ktoś napisze po co mam instalować oprogramowanie o którym mało
    wiem, jeśli mam poblokowany ruch w sieci? Po co mam stwarzać dodatkowe ryzyko?

    Jesli zaś komputer ma być używany w domu przez dziecko, to dziecko musi mieć
    swoje konto (w windowsie, w linuksie - to nie ma znaczenia) gdzie ma ograniczone
    możliwości: instalowania programów, zmian w konfiguracji komputera, dostęp do
    sieci musi być ogranoczony i kontrolowany przez rodziców. Wyobrażasz sobie
    sytuacje kiedy latorośl ściąga spyware albo trojana na komputer, ten instaluje
    się w systemie i wysyła dane z komputera na zewnątrz, a Ty siadasz przed ekranem
    w celu opłacenia przez internet rachunków za prąd z Twojego konta np w MBanku?

    Tym samym kończę swoją działalność w wątku - bo jestem za głupi, nie rozumiem
    pytań i wprowadzam niepotrzebny zamęt ;-)



    Temat: przewód botalla
    Wczoraj byliśmy na kontroli w CZD i muszę powiedzieć ,że jestem maksymalnie
    wściekła. Mąż wziął wolny dzień z pracy. Myśleliśmy,że wreszcie dowiemy się
    czegoś konkretnego, ale okazało się ,że cała wizyta kontrolna ograniczyła się
    do osłuchania serca stetoskopem i stwierdzenia, że szmerów nie ma i operacja
    się udała. Powiem szcerze, że to mnie niezadowala, uważam, że chyba stosowne by
    było wykonanie echa, zwłaszcza,że lekarka, która na izbie przyjęć przyjmowała
    go do szpitala i osłuchiwała pod kątem tej wady żadnych szmerów nie słyszała.
    Przedstawiłam lekarzowi swoje zastrzerzenia i się dowiedziałam ,że robię aferę
    nie wiadomo z czego , lekarz na izbie przyjęć nie była kardiologiem i nie miała
    wprawnego ucha, dzisiaj wykonanie echa jest niemoiżliwe bo aparat się zepsuł, a
    poza tym to nie ostatnia wizyta i na pewno jakies badanie będzie miał
    zrobione,a poza tym miał robione echo po operacji i wyszło ok to po co znowu.
    Następna wizyta jest 6 stycznia czyli za pół roku. Najwyrażniej dla pani doktór
    wiedza rodzica o stanie dziecka jest mało istotna, ostatecznie jak chorował 5
    lat to pół roku w tę czy w tę nie robi różnicy.
    Jasiek w pierwszym roku życia dużo chorował, był często osłuchiwany, był w
    szpitalu przez dwa tygodnie gdzie był osłuchiwany codziennie, a jednak dopiero
    w drugim roku życia ktoś usłyszał, że ma szmery w sercu. Czy ja na prawdę nie
    mam prawa nie ufać czyjemuś słuchowi? Czy uważacie, że stwierdzenie ponad
    wszelką wątpliwość czy dziecko jest zdrowe teraz czy w styczniu naprawdę nie
    robi różnicy. A może ja się czepiam może faktycznie przy wizytach kontrolnych u
    Waszych dzieci echo nie było wykonywane?
    Osobiście uważam, że to była jedna wielka kpina. Wczoraj CZD obchodziło
    uroczystość z okazji otzrymania pierwszej nagrody dla najlepszej kliniki w
    kraju i dlatego mieli tam jakiś jubel i myślę, że po prostu nie było komu
    pracować i stąd ta "awaria sprzętu". Ja jechałam tam tylko 1.5 godz w jedną
    stronę ale tuż przede mną była pani z córeczką która była operowana tego samego
    dnia co Jasio i wiem ,że oni przyjechali gdzieś z okolic Suwałk. Przejechać
    taki szmat drogi,żeby pani doktór osłuchała stetoskopem to śmiech na sali. Ale
    ona potulnie wyszła z gainetu i pokornie przyjęła słowa lekarza. Ja gdy
    wyraziłam swoją opinię/nie krzyczałam, starałam się rzeczowo przedstawić swoje
    argumenty i obawy/ zostałam nazwana aferzystką czepiającą się wszystkiego,
    nieufającą doświadczonemu lekarzowi mającą niewiadomo jakie oczekiwania przy
    sytuacji w NFZ itd.itp.
    Potwierzda się opinia,że szpital może jest i dobry ,ale organizacja przychodni
    przyszpitalnej jest okropna.
    Efekt jest taki, że chcąc wiedzieć coś na pewno zapisałam Jasia do prywatnej
    fundacji działającej przy szpitalu na Niekłańskiej gdzie będzie miał wykonane
    echo serca za 110 PLN i będzie to robić pani doktór z CZD.
    Dobra strona tego to ta ,że znam tą lekarkę i mam do niej pełne zaufanie i
    uważam,że jest to lekarz z prawdziwego zdarzenia/ obym się znowu nie zawiodła/.
    to ona 5 lat temu robiła Jasiowi echo i ona znalazła wadę następnie poza
    kolejnością po godzinach przyjmowania przyjęła nas już "państwowo" jako
    kardiolog w przychodni przyszpitalnej na Niekłańskiej i wszystko nam dokładnie
    wytłumaczyła i skierowała do CZD. To ona od razu twierdziła ,że niezbędny jest
    zabieg.Ale w CZD zwodzili nas 4 lata. Dopiero po tym czasie przypadkowo
    trafiliśmy do niej znowu na echo i to ona nacisnęła lekarza ,że zabieg musi być
    wykonany. Mam nadzieję ,że w ten sposób kółeczko się zamknie. Oby!
    Ale skargę do CZD i tak mam zamiar napisać.
    Na echo idziemy 1 lipca pozdrawiam Kasia



    Temat: czy zyd sie obrazi jak sie go nazwie zydem?
    Ok, Nu, odpowiadam w jednym poscie, zeby rozmowa sie stereo nie toczyla. Grzech
    nr 1 odpracowales, a takze uzasadniles dlaczego posiadales jakies oczekiwania
    co do wynikow. No dobra, to ci powiem tak: Spoleczenstwo polskie jest w bardzo
    specyficznym momencie, tak? Po rozpadzie imperium. W okresie, w ktorym piszesz,
    na zewnatrz dzialy sie rzeczy wyjatkowe. Np. ile razy w historii Europy nikna z
    mapy cale panstwa? To raz. Presja zewnetrzna. Dwa: zmiany struktury spolecznej,
    kiedy punktem startu jest kompletnie niezroznicowana, homgeniczna masa ludzka
    vs. panstwo. Mam na mysli zmiany ku szeroko rozumianemu spoleczenstwu
    obywatelskiemu opartemu na gospodarce rynkowej. Nawet jesli zgodzimy sie ze
    jego stan jest fatalny, to i tak zmiany jakie zaszly w swiadomosci spolecznej,
    a co z a tym idzie - pojedynczych obywateli - maja charakter wstrzasu. To nie
    to samo, co stabilne, lagodnie ewoluujace spoleczenstwa E.Zach, nieprawdaz?
    Choc i tam widac wstrzas pozimnowojenny. Jak wiec mozna cokolwiek zakladac? W
    sytuacji historycznej, ktora sie na naszych oczach rozgrywa po raz pierwszy?
    Niby dlaczego przekonania dot. antysemickich stereotypow mialyby sie
    charakteryzowac stabilnoscia wieksza niz cala reszta swiatopogladu? A jesli
    tak, to czy nie nalezalby zbadac czemu? Itd., itp.

    Dwa. Co wlasciwie badali ci badacze z artykulu GW. Czy np. znajomosc jakiegos
    stereotypu jest rownoznaczna z tym, ze sie jest antysemita? Jakie byly
    mechanizmy kontrolne tego badania? (Typu np: podatnosc respondenta na sugestie,
    poziom zainteresowania tematem, itp. Wiesz przeciez, ze sugestia sama w sobie
    moze znieksztalcic odpowiedz respondenta i w jaki sposob, nie?) I czy to, co
    wywolaly owe "pytania sugerujace", w ogole bylo stereotypem, czy nie? Jaki byl
    poziom generalizacji odpowiedzi wywolanych przez te pytania? Dalej. Zalozmy, ze
    masz 15 respondentow. U 3 stwierdziles istnienie stereotypu A, u 4 - stereotypu
    B, u kolejnych 3 stereotypu A i C. I niech bedzie swieta prawda, ze steretypy
    A, B, C sa przejawami postawy antysemickiej. Ok. Tylko czy chodzi o wszystkie
    stereotypy do kupy wziete, czy moze wystarczy jeden (wywolany sugestia,
    przypominam) aby cie antysemita nazwac? I co otrzymasz, jesli liniowo dodasz
    wyniki badan odnosnie stereotypu A, B, C? Celowo przerysowuje: Dodajesz i ci
    wychodzi A(3+3)+B(4)+3=13. 13 osob na 15 to antysemici. Heheeee! Diabel tkwi w
    szczegolach i definicji rzeczonego antysemityzmu. Itd. Itp. Sam przeczytaj
    artykul z GW jeszcze raz, tym razem pod katem metodologii pracy a nie zgodnosci
    wynikow z oczekiwaniami Ja sie tu nie chce pastwic, ale np. to, ze ktos ma
    tytul naukowy czy tez potrafi napisac ksiazke, nie jest samo w sobie gwarancja
    powagi Za czasow komuny tytul naukowy np. nie o powadze naukowej swiadczyl, a
    o "powadze" biurokratycznej Na podstawie tego co znajdziesz w tym artykule
    sprobuj napisac definicje antysemityzmu, nie twoja, ale taka, ktora wynika z
    tresci. Albo ciekawiej: na podstawie tego artykulu zdefiniuj, kto NIE JEST
    anysemita. heheeeee!



    Temat: dzieci z chorobą NF1
    Witajcie!
    No wróciłam wróciłam:-)
    Rany,ale to szybko minęło...za szybko.Było super,choc nasze dzieci dały nam w
    kość swoim marudzeniem,naciaganiem na wszystko co tylko można kupić-
    pierdoły.Zwiedzilismy co sie dało-niestety w zimie nie wszystko da sie w
    tamtych rejonach zwiedzić(Kudowa Zdrój).Mielismy cudowną pogodę,duzo
    słoneczka,śniegu...
    Byliśmy w Pradze na wycieczce całodniowej i mimo dużego zmęczenia wróciliśmy
    zachwyceni.Bylismy też w Dusznikach w Muzeum Papiernictwa i Filip z Zoską mieli
    okazję uczestniczyc w warsztatach gdzie sami robili papier.Myslę że takie
    praktyczne lekcje dają więcej niż klepanie nauczyciela na lekcji.Mieszkanko w
    którym mieszkaliśmy było dwa razy większe od naszego i dzieciaki latały jak
    opętane po chałupce.My tylko zglądalismy czy aby czegos nie popsują,bo wszędzie
    zaglądały,a Zocha chowała sie do wielkich szaf.Najgorsza była tylko
    podróż.Niestety nie mamy własnego samochodu więc w jedną stronę jechalismy 10
    godzin PKS-em.Warunki tragiczne.Szok,żeby za tyle kasy co płaci sie za blilety
    nie było w miarę normalnych warunków.Natomiast do Warszawy jechalismy
    pociągiem.Nasze dzieciaki wariowały jakby za dużo tlenu ich mózgi dostały:-)
    No,ale jakby nie było jechalismy prawie 12 godzin.Tak więc tylko ta podróż była
    najgorsza,reszta super!Filip juz gdera mi nad uchem że szkoda ,bo w
    poniedziałek do szkoły trzeba iść..i jeszcze test z przyrody ma.Zocha sie
    obudziła rano i pyta kiedy jedziemy do budowy(Kudowy)?
    No i nastała szara rzeczywistość.
    A teraz napisze dokładnie wyniki badania Zośki.Ania już wie że ja sobie troszke
    musiałam popłakać(siostra mi przeczytała przez telefon bo przyszły w środę).
    "MRI mózgu wykonano w sekwencjach FLAIR.TSE,SE,FATSAT w obrazach T1 i T2-
    zależnych ,dwufazowo.
    Kontrolne badanie u dziecka z NF1.
    W porównaniu z badaniem poprzednim z 09-08-2005 MR21250 obraz struktur
    mózgowia,móżdżku,układu komorowego nie zmienił się.
    Lewy nerw wzrokowy uległ wydłużeniu i pogrubieniu w części
    wewnątrzczaszkowej,obecnie ma grubośc 7mm.Ta część tego nerwu ulega wzmocnieniu
    po podaniu gadoliny.Zmiana dochodzi do skrzyżowania ,które w tym miejscu uległo
    niewielkiemu pogrubieniu.Prawy nerw wzrokowy ,wewnątrzoczodołowa część lewego
    nerwu jak poprzednio."
    Konsultacja okulistyczna: Odcinki przednie i dno oka w granicach fizjologii.W
    OL ze wzgledu na utrzymujące się łzawienie i ropienie prop. badanie
    okulistyczne w zn.
    Konsultacja neurochirurgiczna: P.Prof.Roszkowski na kominku radiologicznym.
    W MR niewielki rozrost wewnątrzoczodołowego odcinka nII lewego u dziecka z
    NF1.Oko lewe widzi.Obecnie nie ma wskazań do leczenia
    neurochirurgicznego.Wskazana kontrola MR za rok + stała opieka okulistyczna.Po
    badaniu MR ponowna konsultacja neurochirurgiczna.
    Zalecenia: Kontrola w Por.Neurologicznej 17.05.07
    Kontrola w Por.Okulistycznej 03.04.07
    Kontrolny MRI głowy z projekcją na oczodoły 28.06.07-hospitalizacja w Klinice
    Neurologii 27.06.07
    No i tyle tego.
    Niestety lekarz jest na urlopie i nie mogłam z nim porozmawiać.Musze przesunąć
    ten rezonans z czerwca bo wracam w połowie do pracy i za cholerę nikt mi nie da
    tak szybko wolnego a poza tym ja juz załatwiłam wczasy dla dzieci z
    teściową.Kurcze,mam nadzieję że można to jakoś przesunąć albo na wcześniejszy
    termin albo na ciut późniejszy.Inaczej będe miała problem bo nie będę miała co
    zrobić z Zośką przez te dni jak ja już pójdę do pracy no i kto z nią tam
    pojedzie do CZD.Zobaczymy:-)
    Tak więc raz jeszcze witam wszystkich po długiej nieobecność.
    Buziaki
    Iza



    Temat: Co u Tomasza Lisa?
    Fajnie, że Lis będzie mieć swój program. Nie znam go osobiście, ale w wielu
    sprawach mam podobne zainteresowania i podzielam poglądy Lisa. Jestem
    przekonany, ze warsztatowo sobie poradzi, ale bardziej jeszcze liczę na to, że
    ten jego nowy program będzie wyraźnie zorientowany politycznie. Prawicowo i
    patriotycznie. Teraz, przed wyborami do PE, każde ugrupowanie deklaruje,
    że "będzie na forum unijnym bronić interesów Polski", nawet ci hohsztaplerzy,
    którzy wielokrotnie swym postepowaniem dowiedli, że mają gdzieś i Polskę, i
    Europę, a nawet - własną Pipidówę i jej mieszkańców - tylko łasi są na
    splendory i kasę, a, jeśli idzie o interesy - to myślą wyłącznie o interesach
    własnych, własnych kolesiów i własnej partyjki. Po wyborach, kiedy już fala
    wciskania kitu opadnie, a "wybrańcy" rozpoczną te swoje wymarzone,
    pięcioletnie, luksusowe "wakacje z polityką" - trzeba się będzie chłodnym
    okiem, uważnie, przyglądać wydarzeniom w polityce i ekonomii. Analizować. I
    awanturować się. Bo napewno reprezentanci GTW i tej naszej skorumpowanej "klasy
    politycznej", wzmocnieni grupką nowych oszołomów, błaznów i debili - jak już
    się zaczną obracać na szerszym forum - to wykręcą takie numery o jakich się
    dotąd nikomu nie śniło. Znaczenie kontrolnej funkcji mediów wzrośnie. Więc
    dobrze, że przy celowniku zasiadzie jeszcze jeden kompetentny i niezbyt lękliwy
    facet.
    To po pierwsze.
    Po drugie - tak sobie myślę, że ponawiające się sygnały o tym, że Solorz
    montuje własną ekipę dziennikarską, bez czekania na "pomoc merytoryczną i
    knowhow ze strony Agory i GW" - wskazują na to, że życie się nie zatrzymało i
    że, być może, wbrew tezom raportu Rokity, własnie formuje sie w mediach
    elektronicznych nowy ład, oparty na całkiem innych kalkulacjach i układach.
    Może - czysto biznesowych, a może biznesowo-korupcyjnych.
    Po trzecie - niesłychanie sobie cenię reasercherską pracę Basi, owocującą
    m.inn. lawiną "wklejanek", czyli bieżącym, aktualnym przeglądem ważnych
    informacji i komentarzy, zawsze z podaniem źródła. Zazwyczaj z krótkim tekstem
    wprowadzajacym. Ale nawet i bez tego - to przecież sam wybór jest formą
    rekomendacji (w sensie - "znalazłam coś, co wydało mi się ciekawe"). Dla mnie
    np., jako osoby bardzo zaganianej, jest to szansa szybkiego przekartkowania
    leadów i headów... I za to jestem Basi wdzięczny.
    Po czwarte - wcale nie uważam, że wypisywanie jobów i obelg pod adresem innych
    uczestników forum mieści się w kanonach demokratycznego savoir-vivre. I nie
    chodzi mi tu o to kto ma do czego prawo, albo nie ma prawa. To dla mnie jest
    kwestia kindersztuby, osobistego wyboru genru kulturowego, poczucia smaku i
    estetyki. Ale rozumiem, że czasem ktoś ma chęć wyrazić swą osobowość przez
    umyślne puszczenie bąka w towarzystwie. Zresztą ten temat był niedawno
    dyskutowany na forum i co było w tej kwestii do napisania zostało już
    napisane... Po prostu - żyjemy w kraju, w którym na 10 osób 7 pluje na ulicy.
    Taki etap rozwoju cywlizacyjnego. Być może - pozostałość po ruskim "naplewat'"
    i "ruganiu". Być może miesza się wiochmaństwo z kibolstwem i blokerstwem?...



    Temat: niegasnąca lampka ABS
    kasur napisał:

    > W moim Seacie Toledo 1.9 tdi/90 około rok temu zaczęła zapalać się lampka ABS.
    > Po wyłączeniu zapłonu i ponownym załączeniu wszystko wracało do normy na
    > jakiś czas i tak w kółko.Obecnie Lampka świeci na stałe ABS- nie ma.
    > Sprawdziłem oporność na czujnikach przy kołach (wszystkie jednakowy).
    > Nie mam schematu i nie wiem gdzie są jakieś przekażniki, bezpieczniki od ABS.
    > Czy mogę coś zrobić samemu? czy warsztat?

    Sam przeżyłem dwie awarie ABS-u w przeciągu niecałego roku w samochodzie
    Renault Laguna. Obie na szczęście na koszt gwaranta, w obu przypadkach padł
    sterownik, rzecz bardzo ważna, dość kosztowna, rzędu 2000-2500 zł. Sterownik
    kontroluje pracę całego systemu zbierając impulsy z czujników i decyduje o
    odblokowywaniu poszczególnych kół, taki sobie prawdopodobie hydrauliczno-
    elektroniczny element niedostępny dla użytkownika.
    Objawy były dokładnie takie same czyli nagle zapalała się lampka kontrolna,
    system nie działał, koła dały się zablokować, ale po wyłączeniu zapłonu system
    się resetował i działało aż do następnego przypadku i tak w koło Macieju, aż
    nie padł dokumentnie i przestało pomagać włączanie i wyłącznie, lampka paliła
    się na twardo i nic nie działało. U mnie jeszcze paliły sie trzy dodatkowe
    denerwujące lampki: czerwona "stop" sygnalizująca poważną awarię
    uniemozliwiającą wg komputera jazdę oraz zółta "servis" oznaczająca konieczność
    udania sie do serwisu, oraz czerwona "awaria systemu hamulców". Olewając całą
    tą świecącą choinkę można było oczywiście jeździć, hamulce działały oprócz ABS-
    u i korektora.
    Ponieważ I awaria zdarzyła się prawie rok po upływie gwarancji napisałem do
    Renault Polska inteligentne pismo że auto serwisowane nawet po gwarancji,
    bezwypadkowe, część niedostępna dla uzytkownika, niemechaniczna, niezużywająca
    się .....itd no i znaczy musiała to być wada fabryczna. O dziwo rzecz mi
    uznali i całą naprawę (ponad 1/2 dnia roboty + sterownik) zrobili mi na koszt
    Gwaranta w Renault Nawrot w Długołęce k/Wrocławia w bardzo zresztą sympatycznej
    atmosferze. Druga awaria miała miejsce w niecały rok po tej pierwszej więc bez
    żadnych ceregieli i zbędnych dyskusji w tym samym R-Nawrot znów wymieniono mi
    sterownik w ramach 12 miesięcznej gwarancji na oryginalne części zamienne i
    odpukać działa do dziś już prawie trzeci rok. Istotnym argumentem przy I
    naprawie, wręcz warunkiem podstawowym był fakt że auto miało przeglądy w ASO
    mimo upływu gwarancji.
    Ponieważ trochę z tym ABS-em wojowałem to sądzę że raczej czeka Cie warsztat i
    to porządny, do sprawdzenia systemu konieczny jest komputer i parę innych
    rzeczy, samemu raczej niewiele można zrobić, chyba że sprawdzenie i
    oczyszczenie wszystkich połaczeń w wiązce elektrycznej, połączenia czujników w
    wiązce, podłączenia do sterownika itp, ponieważ z racji bardzo słabych prądów i
    sygnałów system jest bardzo wrażliwy na słabe kontakty w połączeniach i
    ewentualne ich zawigocenie.
    Inną przyczyną jak nie sterownik może być któryś z czujników, ale wymaga to
    podłączenia do komputera w celu zdiagnozowania systemu.

    Życzę sukcesów, pozdrawiam, els




    Temat: Tarchomin - przedszkola Funny Kids, Plastuś i inne
    Czesc,

    rzeczywiscie, dookola przedszkola jest szeroki trawnik, to bylo moje
    jedyne "ale" do tego przedszkola ale okazalo sie, ze to nie przeszkoda - dzieci
    biegaja po trawniku dookola (jest tam domek, piaskownica, zjezdzalnia) a na
    powazniejsze spacery chodza do pobliskiego lasu co mi sie bardzo podoba, mojemu
    synowi tez (poznaje nowe rzeczy, znajduje szyszki itp.). Przedszkole jest w
    dosyc duzym domu jednorodzinnym, sale sa wystarczajace "na oko", doswietlone
    OK, ogrzewanie OK. Jest kuchnia oddzielona "barkiem" od miejsca do jedzenia,
    posilki przygotowywane na miejscu - jest ich 5, atmosfera posilkow jest domowa -
    kilka razy widzialam z boku jak dzieci jedza i bardzo mi sie podobalo. Moj syn
    w domu generalnie ostatnio nie je - tak sobie wymyslil a tam wcina jak sie
    patrzy. Panie nie zmuszaja do jedzenia ale pomagaja. Nie pytalam gdzie dzieci
    cwicza, nie wiem czy jest cos co oddzielnie sluzy jako sala gimnastyczna ale
    wiem, ze cwicza i to z zapalem
    Ja tez nie wierzylam, ze istnieje przedszkole idealne, syn jest tu kilka
    miesiecy i na razie nie znalazlam minusow - naprawde ZADNYCH (oprocz tego braku
    duzego placu zabaw ale to okazalo sie poniekad plusem bo chodza do lasu a i tak
    jak chca biegac to miejsca dookola przedszkola wystarcza).

    Nie bede wymieniac nazw przedszkoli, w ktorych bylam ale w Wonderland w
    przeciwienstwie do innych:
    - kadra jest bardzo zorientowana na potrzeby dziecka - naprawde bardzo dobrze
    znaja dzieci i wiedza jak z nim pracowac - w innych przedszkolach malo sie
    interesowali moim synem, ktory przyszedl razem ze mna (zdarzylo sie np., ze syn
    bardzo chcial do lazienki a pani dyrektor ciagnela swoj wywod, zreszta niemily
    i glownie o pieniadzach) albo w innym mowili do niego per "jaki slicny
    chlopcik" - bylam bardzo zaskoczona!; moj syn bardzo lubi swoje panie a ja
    obserwuje co one robia i wszystko robia OK (lacznie z niuansami jak zwracac sie
    do dziecka); znam sie troche na psychologii rozwojowej i naprawde wszystko maja
    w malym palcu, sa na poziomie a poza sa bardzo cieple i kochane
    - zdarzylo sie w innym przedszkolu, ze zobaczylam nastepujaca scenke: panie
    siedza (zreszta bardzo wymalowane, z dlugimi kolczykami i paznokciami) a
    dziewczynki je czesza, w tym czasie chlopcy szaleja na duzej sprezynie prawie,
    ze walac glowa w ziemie - tu jestem pewna, ze taka rzecz by sie nie zdarzyla,
    panie opiekuja sie dziecmi caly czas i wiedza o nich prawie wszystko
    - w innym przedszkolu, ktore odwiedzilam pani DYREKTOR zza biurka zaczela
    rozmowe od tekstu "chciala sie pani czegos dowiedziec? otoz czesne u nas wynosi
    700 zlotych", nie dala mi dojsc do glosu, WCALE nie zwracala uwagi na mojego
    syna, ktory akurat byl ze mna, poza tym byla bardzo niemila i wladcza; na
    kontrolne pytanie "czy dzieci musza lezakowac?" stwierdzila "a co pani mysli,
    dziecku w tym wieku potrzebny jest sen!" - w Wonderland panie dostosowuja sie
    do potrzeb dziecka (w okreslonych ramach bo ucza tez spolecznych zachowan) -
    przykladow byloby wiele, teraz przychodzi mi do glowy jak moj synek nie chcial
    byc aniolkiem w przedstawieniu to namowily go zeby byl Mikolajem (bo dobrze
    wiedzialy, ze na to pojdzie
    Moglabym jeszcze duzo pisac dobrego - ze widac prawdziwa pasje w tym, co robia,
    ze wszystkie panie pracuja z powolaniem, ze maja bardzo tworcze pomysly, ze
    naprawde przejmuja sie tym, zeby dzieci czuly sie dobrze, ze sa madre i dobre a
    o to przeciez chodzi.
    Oczywiscie przy okazji ucza - zycia w grupie, angielskiego (syn juz podspiewuje
    i troche mowi), gier, zabaw i innych rzeczy. To jest naprawde bardzo dobre
    przedszkole.
    O zastrzezeniach wobec innych przedszkoli moge jeszcze ew. napisac ale nie
    wiem, czy warto. Najwazniejsze, ze trafilam dobrze i zupelnie przypadkiem bo
    przez wcisnieta gdzies ulotke.
    Jesli masz jeszcze jakies pytania, sluze
    Pozdr.,
    alfama_1




    Temat: Kopalnie dzielą zysk między górników
    "Przezeraja?? to chyba mowiles o nauczycielach
    to jeszcze oskarzaj gornikow o kleski glodu, koklusz"

    Nie, mowilem o gornikach. Nie musze ich oskarzac o wszystkie kleski swiata.
    Wystarczy, ze napisze to, co wszyscy i tak juz wiedza (moze oprocz samych
    gornikow): pieniadze bezsensownie topione w gornictwie mozna znacznie lepiej
    wykorzystac.

    "jednak to zdanie o idiotach bylo sluszne"

    A moze dla odmiany jakies argumenty zamiast uporczywego wyzywania i to po raz
    kolejny za pomoca tego samego slowa. Widocznie z polskiego tez byles kiepski,
    skoro masz takie ubogie slownictwo. A jezeli juz uzywa sie jakiegos terminu, to
    dobrze jest wiedziec co on znaczy. Pytanie kontrolne: wiesz czym sie rozni
    idiota od imbecyla? Jezeli ja jestem tym pierwszym, to Ty na pewno jestes
    glupszy od tego drugiego.

    "Czy nauczyciel w zawodowce pracuje w duzym zapyleniu, w atmosferze zagrozenia
    wybuchu metanu i pylu weglowego? Czy grozi mu ze to ze w kazdym momencie moze
    mu sie na lep sufit zawalic?"

    Nie boj sie, ponoc glupi ma zawsze szczescie, wiec Tobie na pewno sufit sie
    na "lep" nie zawali.
    A czy gornik ma na co dzien do czynienia z trzydziestoma troglodytami, z
    ktorych wielu kwalifikuje sie do leczenia psychiatrycznego ? No, to moze nie
    byl najlepszy argument... Jezeli ludzie, z ktorymi wspolpracujesz, prezentuja
    poziom podobny do Twojego, to rzeczywiscie taka praca jest gorsza niz ta
    nauczyciela.

    "no i rozumiem ze taka rada czy egzamin trwa cale 2 miesiace"

    Nie, ale to skraca czas przeznaczony na odpoczynek, wiec nie wypisuj glupot o
    fundowaniu darmowych, dwumiesiecznych wakacji.

    "no ktos w sumie musi byc nauczycielem. ale rozumiem ze nauczycielami czesto
    pozostaja ludzie ktorzy wszedzie indziej sie nie dostali (jak np. moj pan od
    informatyki)"

    Moze akurat w przypadku Twojego Pana od informatyki to jest prawda, poniewaz -
    sadzac po Twoich wypowiedziach - byl w niej fatalny poziom nauczania. Ale na
    Twoim Panu od informatyki swiat edukacji sie nie konczy.

    "hahahahah. tu juz mnie rozsmieszyles. Programista to dzis najbardziej pozadany
    i jeden z lepszych platnych zawodow. Tak wiec jak ktos jest nauczycielem
    informatyki to na pewno nie jest dobrym programista (bo by nie siedzial w
    szkole)"

    Bzdura. Osobiscie znam kogos, kto jest swietnym programista. Pisal aplikacje
    miedzy innymi dla Polkomtela. Obecnie jest kierownikiem projektow w firmie
    programistycznej. Zarabia znakomicie. A jakie jest jedno z jego marzen? Uczyc w
    szkole zeby sprawdzic czy wiedza, ktora nabyl w toku studiow na Wydziale
    Psychologii, ma zastosowanie w praktyce.

    "pewnie. Jak u bylem w podstawowce to sie skonczyla moda na uczenie
    j.rosyjskiego no i panią od rosyjskiego zrobiona nauczycielką od historii. Jak
    widac azdy moze zostac nauczycielem histroii czy geografii (bo juz matematyki
    raczej nie)"

    A co to ma wspolnego z absolwentami Kolegiow Nauczycielskich pracujacych w
    zagranicznych firmach ??

    " ta..tylko ze spora czesc z nich stanowią licencjaci mający mierne
    przygotowanie. inna sprawa ze ci hobbysci, ludzie z wyzszym wyksztalceniem,
    wcale nie wychowuja mlodziezy lecz sami sie hamsko zachowuja"

    Postaraj sie zachowac przynajmniej odrobine przyzwoitosci. Jakim prawem ktos o
    Twoim poziomie kultury i intelektualnym ocenia maniery i przygotowanie
    merytoryczne innych ?

    "dokladnie. nie byles chyba zbyt kumatym nauczycielem (czyli typowe)"

    Patrz punkt wyzej.




    Temat: Historia mojej choroby II
    no to dalej zanim pamietam
    punkcja nie przyniosla zadnych skutkow ubocznych za to badanie plynu
    juz nie jest takie wesole mam 600 bialka tyle mi lekarz powiedzial
    co swiadczy o stanie zapalnym organizmu leczenie 28 dni wlasnie tego
    abx a w domu KLABION 1000mg na dobe w podzielonych dawkach po 500 co
    12 godzin
    no co tu wiecej pisac stan ogolny nawet dosc sie poprawil paluszki
    nie dretwieja raczki tez
    skora i miesnie tez dochodza do normalnosci bola jeszcze stawy
    kolanowe i sciegna pod kolanami
    pobytu w szpitalu nie ma co opisywac kazdy dzien byl wlasciwie taki
    sam tylko jadlospis obiadowy sie zmienial (dosc dobre jedzenie jak
    na moj gust)
    na sniadania i kolacyjki zawsze wielka bula i maselko ale to
    wystarczylo zebym przybrala 2 kg (zawsze tez byla zupa mleczna)nie
    jadlam bo jeszcze pulchniejsza wrocila bym do domu
    co musze wam napisac to bardzo zle znosilam wenflony w zylach
    najwyzej wystarczal na 2 kroplowki i juz robil sie stan zapalny zyly
    i tak mniej wiecej co dwa dni bylam kluta do nowego wenflonu
    oczywiscie jesli udalo sie wkluc za pierwszym razem a bywalo ze
    dopiero 3 wenflon zalapal sie na jakas zyle wiec kluc mialam od
    groma ale czego sie nie wytrzyma jesli sie wie ze kazde nastepne
    wklucie przyniesie poprawe zdrowia
    personel medyczny byl wspanialy i opiekunczy
    (nie bede zapeszac ale ja to chyba jednak mam szczescie w zyciu)
    troszke musialam sie czaic z paleniem papieroskow ale tez znosnie
    bylo zawsze znalazlo sie kat do pociagniecia kilku wdechow tej
    trucizny
    obiecalam lekarzowi ze jak wroce za 3 miesiace to juz bez tego
    nalogu wiec czeka mnie rzucanie palenia
    tak tak za 3 miesiace nastepna punkcja kontrolna czy leki zadzialaly
    jesli bedzie ok po 3 dniach wracam do domu jesli jednak bialko
    bedzie sie utrzymywalo w plynie czeka mnie nastepny miesiac lezenia
    w zakaznym(i wlasnie tu musze powiedziec ze nie moge uwierzyc w te 3
    tygodnie rutynowego leczenia)jak by nie patrzec to na dzien
    dzisiejszy jestem leczona antybiotykami juz osmy miesiac i jeszcze
    zaden lekarz nie powiedzial mi ze to koniec leczenia a te objawy
    ktore zostaly to zespol poboleriozowy
    moze zle mysle moze to nie jest tak moze nie rozumie tego co pisza
    inni ale ja uwazam ze jestem leczona dosc fachowo na wiedze jaka
    dotychczas nabyli medycy
    wspomne ze elizy i bloty i pcr w poznaniu mialam ujemnejedna malutka
    elisa wykazala malutki plusik i juz zostalo wdrozone leczenie
    fakt trwalo to 8 lat odwiedzilam wszystkich specjalistow i to nie
    raz mieli racje rozkladajac rece przeciez wszystko gralo tylko ja
    sie podle czulam
    nikt jednak nie wyrzucil mnie z gabinetu leczyli jak umieli to co
    wlasnie mi dolegalo
    fakt dorobilam sie przez to opoznienie neuroboreliozy ale i tak sie
    ciesze ze jednak uwierzyli nareszcie w chorobe a nie hipochondrie
    co sie stalo to sie nie odstanie
    jestem leczona i to sie liczy mysle ze powoli wroce do normalnosci
    chociaz na kilka miesiecy moze roku moze kilku lat zobaczymy
    jestem dobrej mysli innej opcji nie ma
    dlatego wszystkim ktorzy trafili na nasze forum w ostatnim czasie
    radze szukajcie przyczyny dolegliwosci fibromialgie zostawcie na sam
    koniec a koniec jest moze bardzo daleko a moze calkiem blisko jedno
    wb moze zmienic calkiem wasz swiat nawet ta elisa niewiarygodna i
    niby nic nie warta moze wam zmienic calkowicie swiat spsob leczenia
    i tak jak mi poprawe samopoczucia i zmniejszenie bolu jaki nam
    towarzyszy
    pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
    to co zapamietalam napisalam
    jakies pytania jak macie to prosze odpowiem jesli potrafie
    an




    Temat: BARDZO WAZNE DLA MIESZKANCOW OSIEDLA !!!
    BARDZO WAZNE DLA MIESZKANCOW OSIEDLA !!!
    W zwiazku z pismem otrzymanym od Zarzadu Wspolnoty, pismem z
    ktorego wynika ze Zarzad samowolnie , bez konsultacji z Mieszkancami
    wypowiedzial z dniem 31.12.2008 umowe firmie S&S administrujacej
    nasze osiedle, w ubieglym tygodniu udalem sie na wtorkowe spotkania
    Zarzadu z Mieszkancami. Chcialbym sie podzielic z wszystkimi
    zainteresowanymi tym co tam sie dowiedzialem i uslyszalem.
    1/ Po ok. godzinie czekania pojawil sie jeden czlonek Zarzadu,
    nastepnie drugi. Zgodnie z harmonogramem Zarzad powinien byc do
    dyspozycji od 19.00 w kazdy Wtorek, Zarzad pobiera wynagrodzenie za
    swa prace.
    2/ Zadalem kluczowe pytanie: Z jakich powodow Zarzad zdecydowal
    zmienic firme administrujaca oraz jakie zarzuty Zarzad ma w
    stosunku do obecnego Administratora/Administracji skoro wypowiada mu
    umowe po ponad 6ciu latach administrowania osiedlem. Na to pytanie
    nie udzielono mi zadnej odpowiedzi, Zarzad nie byl w stanie
    sformulowac jednego zarzutu pod adresem obecnej Administracji, wrecz
    przeciwnie, Zarzad podkreslil ze wlasciwie wszystko jest OK, tak po
    prostu zmieniaja.(?!?)
    3/ Kolejne pytanie: Dlaczego Zarzad nie konsultuje z mieszkancami
    tak przeciez istotnej zmiany jak zmiana Administratora, od tego
    przeciez zalezy byt naszego osiedla, jego funkcjonowanie? To pytanie
    rowniez nie otrzymalo odpowiedzi. Po prostu Zarzad tak zdecydowal,
    tak zdecydowaly 2 osoby! , zaocznie za wszystkich, narzucajac
    wszystkim swoja wole.
    4/ Pytanie nastepne: Czy Zarzad zamierza przeprowadzic glosowanie,
    referendum w tej sprawie, czy zamierza zasiegnac zdania i opinii
    mieszkancow? Z wymijajacych odpowiedzi wynikalo ze Nie, NIE ZAMIERZA
    konsultowac tej decyzji z mieszkancami !
    5/ Pytanie kolejne: Kto zdecydowal o wyborze firm remontujacych
    kominy i balkony. Odpowiedz brzmiala: Zarzad wybral te firmy. To
    dosc istotne bo w rozmowach z mieszkancami wynikalo ze sa oni w
    wiekszosci przekonani ze odpowiedzialnosc ponosi za ten balagan
    Administrator. Ja tez tak blednie sadzilem.
    6/ Trzeba powiedziec sobie jasno: Jezeli nie wiadomo o co chodzi,
    chodzi zawsze o pieniadze. W tym wypadku chodzi o Nasze Pieniadze!
    Z rozmowy z Administratorem wynika ze Zarzad blokuje decyzje
    Administracji, wyglada to formalnie tak, ze bez podpisu Zarzadu
    Administrator ma zwiazane rece, nie jest w stanie podjac zadnej
    decyzji, dlatego Osiedle podupada, nie dziala monitoring, nie
    dzialaja "punkty kontrolne" dla ochrony, na osiedlu jest balagan, na
    placu zabaw pod koszem do koszykowki gnije gora usypana chyba z
    kory, itd, itd. Tak moi drodzy, te fakty swiadcza o tym jak dziala
    nasz obecny Zarzad ktory funkcjonuje od 2 lat. Pragne przypomniec
    Wam o tym jak tu bylo 2 lata temu kiedy w Zarzadzie byl Piotr Klek,
    wtedy przez kilka lat wszystko funkcjonowalo bez zarzutu, poczyniono
    wiele inwestycji. Kolejna sprawa ktora lezy w gestii Zarzadu a ktora
    dziwnym trafem nie jest przez miesiace, bodaj lata zalatwiona to
    sponsoring niektorych uprzywilejowanych mieszkancow. Nie da sie
    niezauwazyc ze jest kilka mieszkan ktore my Wszyscy Mieszkancy
    sponsorujemy przez cale lata. KIEDY SIE TO WRESZCZE SKONCZY?!?!
    KIEDY ZARZAD WYEGZEKFUJE OD KILKU WSZYSTKIM ZNANYM OSOBOM NALEZNOSC
    ZA SWIADCZENIA NA OSIEDLU ?!?
    Uwazam ze poruszone tutaj fakty mowia same za siebie. Apeluje do
    wszystkich o zainteresowanie nabrzmialym problebem ktorego
    konsekwencje bedziemy ponosic my mieszkancy, nie Zarzad.
    Osiedlowa plotka mowi ze te wybory nowej Administracji to tylko
    fasada. Podobno Zarzad ma juz z gory upatrzona firme ktorej nazwa
    jest znana ale ja tego nie powiedzialem, ja tylko powtarzam co
    uslyszalem.
    Z Pozdrowieniami dla Wszystkich Mieszkancow,
    (oprocz tych ktorych pozdrowic oczywiscie nie chce)
    Krzysztof B
    ps.
    nie bede bral udzialu w ewentualnej dyskusji, nie mam na to czasu,
    napisalem to pismo poniewaz uwazam ze powinienem sie podzielic
    swoimi spostrzezeniami z wszystkimi mieszkancami osiedla.
    =================================================================



    Temat: DR JEZIORNA -NA OS.SLONECZNYM-WASZE OPINIE!!
    Mnie też pani doktor leczyła jako dziecko, w państwowej Przychodni na
    Słonecznym, już teraz zlikwidowanej. Wtedy metody leczenia były zupełnie inne,
    zresztą pani doktor też była na początku swej kariery. Teraz jest zupełnie inną
    osobą, z licznymi tytułami, kursami itp. popartymi całą masą dyplomów
    zdobiących ścianę poczekalni prywatnego gabinetu (w samym gabinecie chybaby się
    nie zmieściły, a może to chwyt na czekających pacjentów - popatrzcie jaka
    jestem mądra?). Oczywiście jak moje dziecię zaczęło chorować też się do niej
    zwróciłam - zgodzę się z obiema opiniami powyżej ponieważ:
    - leczyłam synka od września zeszłego roku aż do sierpnia tego roku (nie muszę
    chyba pisać ile zostawiłam kasy tam, i drugie tyle w aptece w Centrum
    Słonecznym) Pani Jeziorna rzeczywiście jest osobą gadatliwą, ale nie to mi w
    niej najbardziej przeszkadzało. Najgorsze było to, że na każdej prawie wizycie
    czułam się po prostu jak idiotka, która nie potrafi zająć się właściwie swoim
    dzieckiem. Rzeczywiście ciężko się z nią rozmawia, to raczej monolog z jej
    strony a nie rozmowa. Każde pytanie wręcz wyśmiewane lub obarczone jej
    wyższością. Każda wizyta to od 40 do 60 zł (w zależności od częstotliwości
    chodzenia) potem tylko 60 zł. Przez cały rok zdarzyło mi się DWA RAZY nie
    zapłacić za wizytę kontrolną. No i za każdym razem ok 80 zł w aptece.
    Oburzające było również to, że prawie zawsze trzeba było czekać na umówioną
    wizytę, nieraz nawet po 40 min. Nie można po prostu rzadziej rejestrować
    pacjentów? Albo mniej gadać? ALE:
    - mimi tego, że synek naprawdę dużo chorował, przez ten cały rok dostał tylko
    RAZ antybiotyk (tylko ze względu na zapalenie układu moczowego i bardzo
    kiepskie wyniki moczu). Każda angina, zapalenie oskrzeli mimo wysokiej gorączki
    były leczone właśnie lekami homeopatycznymi (na które sama się zgodziłam bo
    pani doktor dała mi wybór metody leczenia na pierwszej wizycie) i inhalacjami z
    bardzo dużą skutecznością. Wykluczyła również astmę u mego syna(stwierdzoną
    przez panią alergolog, dzięki czemu nie pakowałam dziecku niepotrzebnie
    sterydów.)Przez ten rok sporo się nauczyłam i teraz sama wiem jak i kiedy
    zastosować leki polecane przez pania doktor. Na ostatniej wizycie dostałam
    szczepionkę uodparniającą i wierzcie mi: synek po prostu przestał chorować. Od
    tego czasu dwa razy miał zeledwie dwudniowy katar. Jego organizm świetnie radzi
    sobie w okresie jesiennym i zmienną pogodą. Mimo tego, raczej już do tego
    gabinetu się nie wybiorę, głównie ze względu na sposób bycia pani doktor i
    niestety (muszę to napisać) - jej skąpstwa. Najbardziej zraziłam się właśnie na
    ostatniej wizycie po stwierdzeniu, że jeśli nie poddam dziecka serii 10
    zabiegów za 400 zł to żadna szczepionka mu nie pomoże. Jak widać - pomogła.
    Nie są to tylko moje odczucia - znam kilka mam, które mają identyczne opinie.
    Koleżanka leczyła córkę przez 2 m-ce, prawie codziennie chodziła na inhalacje
    (20 zł jedna), zdecydowała się wkońcu kupić inhalator do domu. Pani doktor
    odradziła bo... po co to Pani? (w konmtekście - możesz przecież przychodzić tu
    i zostawiać kasę!!!).
    Podsumowując: skuteczność leczenia bardzo wysoka, ale niestety minusy są:
    zachowanie pani doktor i wieeeeelkie koszty. Mimo tego dużo ludzi się tam
    leczy, nawet z lewobrzeża.
    Pozdrawiam tych co dotrwali do końca mojego monologu ))




    Temat: Śmigus-dyngus, czyli "unijne fundusze"
    kot.behemot napisał:

    > snajper55 napisał:
    >
    > > > > A cóż o tym świadzczy ? Może ich wyższy PKB ?
    >
    > Zacznijmy rozumowanie od tego, że to jest ICH produkt krajowy, nie nasz.

    Tak. I ten ICH wyższy PKB na głowę obywatela świadczy o CH wyższości i większym
    bogactwie.

    > > Wiesz, ja bym wolał zarabiać 20.000 zł i nie mieć żadnych powyżek, niż
    > > zarabiać 4.500 zł i dostawać podwyżkę 5% rocznie.
    >
    > Każdy by wolał dostać coś za nic (i do tego od razu). Ale czy to jest realizm?

    A gdzie ja piszę o dostawaniu czegoś za darmo ?

    > Dochodzenie do 20.000 to podwyższanie sobie dochodów o te 5% przez kolejne
    > lata.

    Zgoda. Ja napisałem jedynie co jest LEPSZE.

    > Pomysł, że znajomy podzieli się SWOIMI 20.000 jest absurdalny.

    Nie jest. Bo i on ma w tym swój interes. Tu zyskują obie strony, i my, i UE.

    > 5% (albo i większy) wzrost jest nam potrzebny, żeby zaspokoic nasze aspiracje
    > zarabiania 20.000. ICH system gospodarczy skutkuje wzrostem mierzonym ułamkami
    > procenta, a więc nie jest tym, czego NAM potrzeba.

    Jest tym, do czego dążymy.

    > Posługując się tym argumentem o 20.000 zaniedbujesz pewien ważny czynnik: to,
    > że ICH system gospodarczy ewoluował. Twoje porównanie o dochodach trzeba by
    > rozwinąć tak:mój sąsiad ma 20.000 dochodu z odsetek i lokat kapitałowych (plus
    > odrobiny pracy), leży na d... pod parasolem i myśli nad problemami
    > egzystencjalnymi. Wezmę więc swoje 4.500, zainwestuję podobnie, kupię parasol,
    > położę się na d... w sąsiedztwie i będziemy wiedli uczone dyskusje. I mi od
    > tego przybędzie.
    >
    > Absurd, prawda? Należałoby się bowiem przyjrzeć, co ten sąsiad robił 20-30 lat
    > temu i jak doszedł do swoich 20.000. Naśladowanie tego, co robi TERAZ i
    > oczekiwanie podobnych rezultatów jest, oczywiście, bezsensowne i przypomina mi
    > postępowanie pewnych ludów prymitywnych.

    Przykład nie jest dobry, bo nikt nie każe nam ograniczać wzrostu PKB. Akcesja
    do UE jedynie ten wzrost może zwiększyć. Przykład byłby dobry, gdyby ten Twój
    sąsiad przyszedł do Ciebie i powiedział: ja już wiem jak dojść do tych 20 tys
    miesięcznie, ale razem będzie nam łatwiej osiągnąć jeszcze więcej, choć i
    pracujmy razem. Tak, ten przykład jest dobry.

    > Słyszałeś może o kulcie cargo? Otóż podczas drugiej wojny światowej Amerykanie
    > budowali bazy na Pacyfiku. Krajowcy obserwowali, jak żołnierze wycinają
    > dżunglę, budują pasy startowe, anteny radiowe, po czym pojawiają się samoloty
    > wyładowane dobrem wszelakim. Krajowcy, nie w ciemię bici, zaczęli karczować
    > dżunglę, budować wieże kontrolne i anteny z bambusa i pełni nadziei oczekiwali
    > przylotu wielkich ptaków z upragnionym cargo...

    Czytałem kiedyś o tym. Jednak podanie przez Ciebie tegoprzykładu świadczy, iż
    uważasz olaków za nieprzygotowanych do przyjęcia rozwiązań gospodarczych
    obowiązujących w UE. Ja tak nie uważam. Nie uważam Polaków za dzikusów
    nierozumiejących zasad według których działa świat państw rozwiniętych.

    Pozdrawiam

    Snajper.




    Temat: Dr Kozłowski homeopata opinie
    Gość portalu: malazuzia napisał(a):

    > Wiesz, napiszę ci tak.
    > Każdy lek, naprawdę każdy ma takie działanie, że na jednego działa a na innego
    >
    > nie. Na tem temat dość dużo rozpisywałam się już na tym forum, więc sorry,
    ale
    > ponowne opisywanie czegoś zaczyna mnie męczyć.

    No proszę - jak nie działa preparat homeopatyczny - to wypadek przy pracy, jak
    antybiotyk - to podstawa do negowania całej medycyny. Ale powtórze po raz
    setny: sa twarde dowody, że homeopatia działa - ale tylko tak, jak placebo! I
    temu nie zaprzeczasz - a jesli tak, to prosze o wyniki prac, dowodzących, że
    jest inaczej! I przestan z tym przerzucaniem sie pojedyńczymi przypadkam, bo
    przy dużej zmienności efetów terapii i wielu czynnikach wpływających na nie
    jest to BEZ SENSU! Po to mądrzęjsi od nas wymyslili statystyke, żeby własnie w
    takich przypadkach ją stosować, bo tylko ona obrazuje tak złożone zjawiska.

    > Działanie leku zależy również od lekarza, w jakich dawkach i w jakim odstępie
    > czasu należy go brać. Widocznie ty trafiłeś na lekarza, który źle ci dawki
    > sproporcjonalizował. Ale najlepiej jest całą winę zwalić na lek.

    Znowu - jak antybiotyk nie zadziała, to trzeba do homeopaty, a nie do innego
    leparza, bo lek źle dobrał... Ale zostawmy to - w preparacie homeopatycznym NIE
    MA NIC, co działa, więc jakie, do licha,może miec znaczenie
    owego 'sproporcjonalizowania", czy częstośi brania dawek?!!!

    > Męczysz mnie już, gdyż twoje pojęcie na omawiany temat mieści się w bardzo
    > wąskim spektrum. Nie masz pojęcia o czymś takim jak "placebo". I zastanów
    się,
    > jak placebo może zadziałać na 2-u letnie dziecko.

    Jak działa u dwuletniego dziecka opisałem kilkanascie postów wyżej. Łaskawie
    sięgnij tam i ewentualnie odnieś się do tego opisu.
    Czego nie rozumiem z placebo - ponawiam pytanie? Co źle pojmuje?

    > Osobiście znam wiele przykładów, gdy ta metoda leczenia pomogła. Znam również
    > inne, gdy homeopatia nie zadziałała. Wcześniej też je opisywałam.

    A ja znam opracowanie bazujące na TYSIĄCACH przypadków ( a nie pojedyńczych).
    To opracowanie opublikowane w Lancecie, prestiżowym magazynie medycznym i
    pokazuje, że homeopatia działa - ale tylko tak, jak placebo. Czyli z równym
    skutkiem można pić wodę, pluć przez ramię, nacierać się ptasim łajnem itd.

    > Na temat składu i działania homeopatii wysyłałam linki Ralstonowi, więc
    trzeba
    > tylko tu poszukać.

    No przeciez szukałem, linki sprawdziłem - i wychodzi, że homeopatia działa
    niespończonymi rozcieńczeniami. Pomijając sensownośc założen, w takim
    rozcieńczeniu trafienie na POJEDYŃCZĄ MOLEKUŁĘ substancji aktywnej to ogromne
    szczęście, nie dziwota więc, że skutek jest - jak z placebo!

    > Jeżeli moja dentystka, któregoś dnia na wizycie kontrolnej powie, że są
    wyniki,
    >
    > statystyki i jeszcze tam inne "bzduralne" dowody, że urynoterapia leczy
    > próchnicę, myślę, że z niej skorzystam. Ważne, aby pomogło.

    Jak to - skorzystasz?! Przecież 2+ 2 nie zawsze jest zero? W przypadku
    homeopatii takich dowodów nie potrzebujesz, a do urynoterapii akurat tak?
    Czumusz to nagle taka ostrozność?

    > I chyba ostatnia sprawa: w późniejszym poście napisałam, że w medycynie 2+2
    > czasami daję 5, to wcale nie miałam na myśli homeopatii. Ale cóż, każdy czyta
    > to, co mu jest wygodne i co mu odpowiada. Tak właśnie tworzą się plotki i
    > fałszywe opinie.

    A, jasne - homeopatia jest akurat wyjątkiem, tu zawsze 2 plus 2 jest 4, w
    medyzynie konwencjonalnej juz różnie to bywa. Jak poprosze o dowody, to pewnie
    ich nie dostanę, co?

    > Na wiele rzeczy ani TY a ni CC ( czy też NN ) nie odpowiedzieliście mi, tylko
    > robiliście głupie, bezsensowne docinki.

    Na jakie pytanie ci nie odpowiedziałem?!!! Proszę - wskaż!!!
    Ja potwórzę swoje podstawowe: 1.co działa w preparatach homeopatycznych? Tylko
    nie wklejaj mi znowu linków do jakiś bezsenswonych definicji operujacych
    paramagicznymi okresleniami w rodzaju 'energozowania" czy 'odciskaniu sladu
    atomowego'. Nazwij mi po prostu, czym homeopatia wpływa na nasza fizjologię.
    2. Dlaczego uważasz, że badania opublikowane w Lancecie a dowodzące, że
    homeopatia daje takie same efekty jak placebo, są błedne?

    Więc kończ waść i wstydu oszczędź.
    > Kończę, bo z osobami, które mają tylko i wyłącznie własne idee, bez możliwość
    > zreformowania, trudno jest prowadzić jaką kolwiek rozmowę.
    > Do widzenia.

    Widziesz, żeby zmienić opinię, trzeba zetkąć się z jakims argumentem. A ja
    jedyne, co usłyszełem to to, że twojej córeczce kiedyś pomogło na
    przeziebienie. I jeszcze Goździkowej...



    Temat: Rafał Dutkiewicz o wypowiedzeniu umowy Mostosta...
    ddyzma5 napisał:
    > Tu chodzi nie o to, kogo ja broniłem i co uważałem , z tym nie mam <problemu.

    Ty może nie masz, ale inni mają problem o co tobie chodzi:))

    <Tu chodzi o to , że Ty wciskasz mi na siłę, że ja rzekomo <powiedziałem iż mam
    znajomych w zarządzie Mostostalu. Mam znajomych <wysoko, mam informacje z
    pierwszej ręki , ale nikt nie będzie <wiedział nic poza tym.

    Już ci napisałem, że dałeś swoimi wpisami tak do zrozumienia.I dalej twierdzisz
    ," że wiem ale nie powiem"."Mam znajomych" i tym podobny bełkot.Ja też mam
    różowego słonia z trąbą do góry , ale on Dyziowi nic nie powie:))
    Oprócz sprawy z fundamentami o których usłyszałeś na konferencji o zerwaniu
    umowy, Nie masz zielonego pojęcia co tam się działo.Nie masz żadnych argumentów
    i nie raczyłeś odpowiedzieć na zacytowane przeze mnie twoje wypowiedzi.

    <Wkładasz do moich ust słowa, które ja nie <powiedziałem.A to jest <już jasne
    oszczerstwo.

    No to jeszcze raz dyziu, spróbujemy? Co nam chciałeś przekazać tymi o to wpisami:

    Re: bo to dynamiczna budowa będzie!
    Autor: ddyzma5 06.01.10, 16:58
    <Nie rozumiem skąd władze miasta mają kompetencje oceny , czy ten projekt jest
    do zrealizowania w odpowiednim czasie.

    Re: wesołego nowego roku
    Autor: ddyzma5 06.01.10, 15:53

    Każda duża inwestycja w regionie , ma własność ożywiającą lokalny przemysł w
    regionie.
    Ta inwestycja jest nadal w regionie, jednak będzie kontynuowana przez środowisko
    wzajemnej adoracji, a to działa deformująco na zdrową konkurencje i kreuje
    niesamowicie korupcję. Nie wiadomo czy np. WROBIC i inni wrocławscy podwykonawcy
    , będą profitować z tej inwestycji.

    Re: bo to dynamiczna budowa będzie!
    Autor: ddyzma5 07.01.10, 13:05

    A jeśli się wypowiada człowiek , który z racji swojego zajmowanego stołka
    publicznego, wysłuchuje opinii urzędników mu poddanych , i z tego wyciąga
    wniosek usypiający czujność publiki.

    A tu gwóźdź tego posta:Dutkiewicz powinien utworzyć takie niezależne systemy
    kontrolne tą inwestycje.
    Aby zmobilizować optymalnie wszystkich zajmujących się tą sprawą.


    Re: Stadion: Negocjacje z firmą Max Bögl rozpoczę
    Autor: ddyzma5 01.01.10, 13:18

    No ale jak tu słychać , mamy z innym przypadkiem do czynienia.
    Miasto ma pretensje że nie zostały wykonane prace , na które miasto nie dało
    zezwolenia.
    Jeśli jest tak faktycznie , to mamy do czynienia z sabotażem . A
    więc to jest sprawa dla prokuratury.

    Jak już skończysz nam odpowiadać, to zwróć uwagę na twój ostatni post i
    zdanie"No ale jak tu słychać , mamy z innym przypadkiem do czynienia." Jak
    TUsłychać, czyli artykuły i fora GW. To są ci twoi przyjaciele na
    wysokich stanowiskach itp.Więc nie produkuj się, że ja ci wciskam coś tam , coś tam.
    Żegnam ozięble.Kończ waść wstydu oszczędź:)))
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • dsj4cup.htw.pl



  • Strona 3 z 3 • Wyszukano 123 rezultatów • 1, 2, 3 
    Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Design by SZABLONY.maniak.pl.